MÓJ PROBLEM Z WYPADANIEM WŁOSÓW - PRZYCZYNA, LECZENIE, POSTĘPY.

Hej!

Jakiś czas temu "miałam" ten post, ale problem wypadania włosów nie pozwał na opublikowanie go. To co tam opisałam diametralnie się zmieniło. Piszę teraz, zaktualizowałam kilka części, bo wiele się zmieniło. Zamiast tego wpisu miała pojawić się recenzja, ale jestem na tyle zdesperowana, że musiałam to wyrzucić i pokazać Wam z czym muszę się codziennie zmagać.
Ci co są ze mną od początku wiedzą co już przeszłam. Dla tych nowych spis postów, które opowiadają moją dotychczasową walkę. Polecam przeczytać, będziecie mieli wtedy wszystko dokładnie zobrazowane.

1. Mój problem z wypadaniem włosów.
2. Pierwsza wizyta u trychologa.
3. Konsultacja dermatologiczna. 
4. Wizyta u ginekologa. 
5. Druga wizyta u trychologa.
6. Konsultacja z internistą. 
7. Konsultacja z hematologiem.
8. Trzecia wizyta u trychologa.

Teraz do sedna!

Swoje opowiadanie zakończyłam na ostatniej wizycie u trychologa. Jako, że mój przypadek jest ciężki i prawdopodobnie rzadko spotykany, trycholog nie była w stanie pomóc mi w ciągu jednej godziny wizyty. Zakończyło się na zleceniu kolejnych badań krwi, zaleceniu odpowiednich suplementów i zgłoszeniu się z aktualnymi wynikami. Na kolejnej wizycie niestety się nie pojawiłam, ponieważ wyjechałam za granicę. Gdy byłam w Polsce nie mogłam złapać swojej trycholog w naszym mieście.

Po tamtej wizycie (koniec 2018r.) problem na chwilę ustąpił. Włosy się zagęściły, przestały wypadać w nadmiernej ilości, wszystko szło w dobrym kierunku. Prawdopodobnie dlatego, że "załatwiłam" sobie preparat żelaza, który podniósł moją ferrytynę do ok. 43. Przy tym poziomie włosy przestają wypadać. Do tego stosowałam się do zaleceń trycholog odnośnie witamin i pożywienia.
Wszystko zaczęło się na nowo około czerwca/lipca 2019r. po moim powrocie z urlopu. Nie używałam wtedy nowych kosmetyków (poza szamponem Petal Fresh), wciąż przyjmowałam suplementy w odpowiedniej dla mnie dawce. Na mojej drodze pojawił się jedynie stres. Trochę związany z mieszkaniem za granicą, trochę z moich własnych rozmyślań. Przejmowałam się nawet najmniejszą pierdołą. Grafikiem w pracy, pogodą i ponownym wypadaniem włosów. Doszło do tego, że nie mogłam nic przełknąć przez kilka dni pod rząd. Nie sądzę jednak, żeby był to stres na tyle dla mnie silny, że spowodował wypadanie.

Jest coś innego. Przez pierwsze kilka miesięcy w Walii straciłam na wadze ok. 11/12 kg. Stało się to tak szybko, jakby z dnia na dzień. To mogłoby mieć większy wpływ na nasilenie wypadania... Tak czy inaczej tutaj nie mam swojego specjalisty, do którego mogłabym się udać. Nikt mi tego nie potwierdzi.
Będąc w Polsce w grudniu 2019r. wykonałam kolejne badania krwi. Problem ten sam co wcześniej: ŻELAZO PONAD NORMĘ A FERRYTYNA NA WYKOŃCZENIU. Ponownie spadła do 21, tak jak na starcie. Do tego zawyżone badanie TIBC, ale to może być wytłumaczalne antykoncepcją horomonalną. Zmieniłam ginekologa. Poszłam do "nowego" skarżąc się na nawracające infekcje. Tutaj doktor otworzył mi oczy na coś zupełnie innego... KANDYDOZA. Moje infekcje nie musiały być spowodowane czynnikami zewnętrznymi, ale wewnętrznymi! Wszystko poszło od żołądka. To miałoby sens, ponieważ infekcje jamy ustnej (wszystkim znane afty) również nawracają mi regularnie co jakiś czas. Tylko pojawia się jeden problem... z podobnymi zjawiskami zmagam się od początku mojej historii z wypadaniem, czyli od jakiś 4 lat! I nikt, żaden z lekarzy "specjalistów" tego nie odkrył?! Na każdą wizytę chodziłam z teką, TEKĄ pełną kartek z wynikami badań! W każdym razie... otrzymałam zakaz spożywania drożdży i wszystkiego w czym się znajdują. Pa pa chlebku! Otrzymałam od ginekologa lek - Mycosyst, który ma pomóc.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym znów nie przeszperała całego internetu w celu znalezienia wskazówek. I doczytałam się... moje problemy z badaniami krwi, z wypadającymi włosami, stanami lękowymi, bólami żołądka po spożyciu pół butelki piwa, czy zjedzeniu kilku kromek chleba, jak najbardziej mogą być spowodowane pasożytem w żołądku. Tym bardziej problem z wchłananiem żelaza, stąd niski poziom ferrytyny. Co mnie teraz czeka? Kolejne badania w marcu. Teraz zbadam wszystko na raz. Choćbym miała wydać dwumiesięczną pensję w ciągu jednego dnia, zrobię to! Na moment bieżący PONOWNIE straciłam 1/2 włosów. Najbardziej widać to przy skroniach i nad karkiem. Włosy mam już tak przerzedzone, że z objętością nawet się nie widujemy. Od razu po umyciu jest przyklap. Łysych placków jeszcze nie mam, ale mogę zaobserwować znacznie szersze przedziałki, gdy przełożę włosy.
Włosy są wszędzie... na poduszce, na podłodze, w praniu, w jedzeniu, dosłownie WSZĘDZIE! Za każdym razem, gdy przejadę ręką po włosach, coś na niej zostaje. Ograniczyłam się teraz do minimalnych myć (szampon i maska na kilka minut). Stylizacja bez wymysłów, byle coś nałożyć i szybko wysuszyć. Nie kiszę włosów pod czepkiem i czapką. Zrezygnowałam nawet z wcierki Banfi z łopianem w obawie, że ona też nasiliła moje wypadanie. Dlaczego? Bo zawiera alkohol, a wcześniej stosowałam wcierki na bazie wody.

Jak już wspomniałam, w marcu będę w Polsce. Badania mam już rozpisane. Wizyty u ginekologa i trychologa muszę dopiero zaklepać. Problem z wypadaniem dalej mi towarzyszy. Szczerze, nie boję się już tego, że wyłysieję, ale tego że nabawię się jeszcze gorszych problemów zdrowotnych. Naprawdę zaczęłam się bać. Ileż można? Tyle czasu i pieniędzy ile już zmarnowałam nie jest warte tych wszystkich pseudo specjalistów i podatków. Jak specjaliści z różnych dziedzin mogą powiedzieć, że taka moja uroda albo że mam dużo włosów i mam nie wydziwiać? Coś się dzieje i ja to widzę, bo nigdy tak nie miałam. Gdy organizm napotyka problem, daje nam o tym znać, a wypadanie włosów jest najczęstszym czerwonym światłem "Ej Ty tam! Coś jest nie tak, weź się zainteresuj!".

Odpowiadając na Wasze pytania: Nie, w 100% nie znam przyczyny wypadania włosów. Są jedynie domysły. Nie zakopałam problemu 5 metrów pod ziemią. Ta zmora wraca, jak najgorszy koszmar, po którym budzicie się spoceni i ciężko Wam dojść do siebie.

Aktualnie znów powróciłam do witamin, które kiedyś mi pomogły. Są to:

» wit. B12 metylokobalamina;
» wit. D3;
» wit. C Acerola;

Ponadto stosuję regularny peeling skóry głowy, nie przetrzymuję włosów pod czepkiem, mycie oczyszczające stosuję co 3 mycia.

Mam nadzieję, że przetrzymam tym włosy do marca i udam się na konsultację. Ale teraz nie odpuszczę. Dopóki badania, lekarz oraz trycholog nie podbiją oficjalnej przyczyny i nie powiedzą co robić, żeby tę kupę shitu zagrzebać, będę męczyć.

Moim marzeniem jest znaleźć wśród Was choć jedną osobę z podobnym problemem! Taką, której specjaliści pomogli i wyszła "na prostą". Przyjmę każdą poradę od takiej dobrej duszy.

Kilka Waszych pytań i odpowiedzi z ankiety Instagrama.

"Polecasz jakieś wcierki albo tabletki na wypadanie włosów?"
Na wypadanie nie. Jeśli problem leży głębiej, "zwyklakami" go nie powstrzymasz. Możesz jedynie wzmocnić włosy. Sprawdzą się tu witaminy, które wyżej wymieniłam. Z wcierek raczej te na bazie wody, np. Sattva Ayurveda by Agnieszka Niedziałek lub Joanna wcierka konopna.

"Po czym mogą wypadać włosy? Jest na to jakiś sposób? Jak zmniejszyć wypadanie?" 

Wypadać mogą po wszystkim i w każdej chwili. Zaczynając od zwykłego przesilenia jesiennego/wiosennego, szkodliwych substancji w kosmetykach, poprzez brak witamin, stres, kończąc na zaburzeniach hormonalnych, zaburzeniach immunologicznych. Sposób jest, znaleźć przyczynę i ją zniwelować. Podobnie zmniejszysz wypadanie. Musisz wiedzieć co je spowodowało.

W poście "Wypadające włosy - co robić?" więcej przyczyn wypadania włosów.

"Czy po epizodzie nadmiernego wypadania da się odzyskać objętość sprzed wypadania?"

Uważam, że się da. Ponownie powiem, dobrze jest znaleźć przyczynę i podjąć odpowiednie kroki, żeby się jej pozbyć. W zagęszczeniu pomogą odpowiednie witaminy i wcierki pobudzające porost włosów (tych istniejących, jak i nowych tzw. baby hair).

"Kiedy zauważyłaś, że jest to poważny problem, a nie zwykły przejściowy stan zdrowia?"

Zauważyłam to w momencie, gdy włosy zaczęły mi się znacznie przerzedzać, a w wynikach badań dostrzegłam koszmarny bałagan. Tu niedobory, tam nadwyżki.

"Co polecisz na wypadanie włosów i czego unikać w składzie INCI?"

Jak powyżej. Polecam dokładnie się zastanowić DLACZEGO tak się dzieje. Zastosować witaminy i wcierki na wzmocnienie, ale tylko krótkotrwale. Czego unikać? Cocoamidopropyl Betaine w szamponach, Itchy m's, silikonów nakładanych na skórę głowy, substancji które uczuliły Cię w jakiś sposób do tej pory.

"Jakich wcierek używać? Czy z kozieradki pomaga?"

Z wcierkami jest tak, jak z kosmetykami. Musisz znaleźć tę idealną dla siebie. Jednym lepiej służy na bazie wody, drugim na bazie alkoholu. Wcierka z kozieradki działa. Jest tania i łatwa w przygotowaniu, jednak potwornie śmierdzi rosołem. Zapach utrzymuje się bardzo długo i przechodzi na ubrania.

To nie koniec. Problem wciąż jest, walka wciąż trwa, postów będzie więcej. Chcę Wam uświadomić, że wypadania włosów nie należy lekceważyć. Jeśli tylko zauważycie niepokojące Was zmiany działajcie natychmiast. Tyle na dziś. Udanego weekendu! 

PS. Osoby z podobnym problemem zapraszam na swoją grupę wsparcia na Facebook'u Wypadanie włosów - przyczyny, zapobieganie, sprawdzone sposoby.

PS. 2 Prawdopodobnie podepnę ten post do tego, który pojawił się na samym początku problemu. Tak, aby wszystko było w jednym miejscu.

CHEERS HAIR FORMULA - suplement diety na wzmocnienie i POROST włosów

Cześć Kochani!

Odpowiednia pielęgnacja włosów jest bardzo ważna i ma istotny wpływ na kondycję i stan naszych włosów. Dobór odpowiednich kosmetyków jest kwestią oczywistą. To już wiecie. Ale, czy wiecie że o włosy należy dbać też "od środka"? Tak, mam na myśli suplementy oraz witaminy wspomagające nasze włosy. Oczywiście równie istotna jest dieta, ale nie o tym dzisiaj.



Na rynku są miliony różnych specyfików: suplementów diety, witamin, leków, które mają pomóc naszym włosom. Czy to poprawić ich ogólny stan, czy to zapobiec wypadaniu... Jakiś czas temu otrzymałam propozycję współpracy od firmy Cheers, która zaoferowała mi suplement diety, korzystnie wpływający na wzmocnienie i porost włosów - HAIR FORMULA. Zgodziłam się. Z racji tego, iż mam problem z wypadającymi włosami pomyślałam, że to dobra okazja, aby wypróbować coś nowego. Coś, co być może okaże się złotym środkiem dla mojego problemu.

O suplementach planuję osobny wpis, ale powiedzmy sobie krótko: co to są SUPLEMENTY?

Suplementy diety - środki spożywcze, które mają za zadanie uzupełnienie diety. Są skoncentrowanym źródłem witamin, minerałów lub innych substancji spożywczych. Suplementy TO NIE LEKI. Mogą działać, ale NIE MUSZĄ. Suplementy mogą być reklamowane w dowolny sposób. Zupełnie odwrotnie jest w przypadku leków. W przeciwieństwie do leków nie muszą przechodzić rygorystycznych badań dot. ich skuteczności i jakości.

Teraz czas na opis i działanie Cheers HAIR FORMULA!

Opakowanie Cheers HAIR FORMULA zawiera 60 kapsułek suplementu. Gdy do mnie trafiło, było szczelnie zamknięte oraz ofoliowane. Kapsułki same w sobie są dość spore, niektóre osoby mogą mieć problem z ich połknięciem. Otoczka przeźroczysta, zawartość kapsułki jest sypka, w lekko żółtym kolorze. Zapach nieco mnie odrzucił. Nie umiem go opisać, ale jest charakterystyczny dla suplementów bogatych w witaminy B. Przy zażywaniu pojedynczych kapsułek zapachu nie czuć.


Producent kieruje się metodą "CLEAN LABEL", co oznacza, że nie stosuje w swoich produktach barwników, sztucznych dodatków czy ulepszaczy. Otoczka kapsułki nie zawiera żelatyny zwierzęcej ani innych dodatków.

Produkt jest w 100% wegański i wegetariański, nie zawiera glutenu. Suplement produkowany w Polsce.

Skład: 
Ekstrakt z ziela skrzypu polskiego (Equisetum arvense L.) [7% krzemionki]; metylosulfonylometan (MSM); lecytyna sojowa [20% kwasu fosfatydowego]; otoczka kapsułki – hydroksypropylometyloceluloza; ekstrakt z pędów bambusa (Bambusa vulgaris) [75% krzemionki]; ekstrakt z owoców palmy sabałowej (Serenoa repens) [25% kwasów tłuszczowych]; mąka ryżowa; cytrynian cynku; drożdże wzbogacone w selen (Saccharomyces cerevisiae); D-biotyna (biotyna).

Kwas fosfatydowy - pozyskiwany przez hydrolizę enzymatyczną z soi, przyspiesza porost włosów;
Skrzyp polny - bardzo bogaty w krzem, wspomaga produkcję kolagenu;
Pędy bambusa - źródło aminokwasów, minerałów, sacharydy, białka, krzemu i witamin;
Palma sabałowa - źródło kwasów tłuszczowych, wspomagają wzrost włosów, ma wspomagać leczenie łysienia androgenowego; 
Biotyna - witamina B7, wzmacnia skórę, włosy i paznokcie; 

Gdy szukałam czegoś, co pomoże mi z wypadającymi włosami, ludzie pisali: KRZEMIONKA I PALMA SABAŁOWA. Przyznam z ręką na sercu, że nie wypróbowałam, bo nie byłam przekonana. Biotyna jest oczywistością. Nie od dziś wiadomo, że wpływa korzystnie na włosy. W przypadku HAIR FORMULA mamy wszystkie 3 składniki w jednej kapsułce. 

Zalecana porcja spożycia suplementu to 2. kapsułki dziennie, zażywane najlepiej podczas posiłku. Wyżej wspomniałam, że opakowanie zawiera 60 kapsułek, co oznacza że produkt starczy na 30 dni. Swoje opakowanie "rozbiłam" na 60 dni - jedna kapsułka dziennie, ze względu na to, że przyjmuję też inne środki zalecane przez trycholog. Nie chciałam przedawkować. ;) 

Kapsułki bardzo szybko się rozpuszczają, a wnioskuję to po tym, że ok. 10 minut od zażycia mi zaczyna się nimi odbijać. Serio. Mega nieprzyjemne uczucie. Nie określę Wam tego "smaku", ale jest na tyle paskudny, że wzbudzał we mnie odruch wymiotny. Nie zdarzało się to za każdym razem, ale przynajmniej przez 2/3 czasu przyjmowania suplementu. Producent zaleca popijać specyfik dużą ilością wody, ok. 300 ml, tak też robiłam. 

Poniżej tabelka z Rekomendowanymi Wartościami Spożycia



Muszę przyznać, że suplement ma w sobie wiele dobrego. Dawka takich dobroci z pewnością nikomu nie zaszkodzi (o ile przyjmiecie odpowiednią ilość, czyt. nie "przedawkujecie"). Ale czy pomaga? 

Efekty na włosach zauważyłam. Jakie? Szybszy porost i mniejszą łamliwość końcówek. Co więcej? Niestety nic... Włosy wciąż wypadają. Fakt może w nieco mniejszej ilości niż pół roku temu, ale to zauważyłam zanim rozpoczęłam suplementację HAIR FORMULA. Także w moim przypadku na wypadanie kompletnie nie pomogły. Pisałam z dziewczynami z BLONDHAIRAFFAIR, u jednej z nich prawdopodobnie są lepsze efekty. :)

Ogólnie wychodzę z założenia (wiele lekarzy i pomocy naukowych Wam powie to samo), że efekty przychodzą średnio 3 miesiące "PO". Zaczynacie coś przyjmować i, o ile jesteście systematyczni i bierzecie środek przez ten czas, to efekty przychodzą po ok. 3 miesiącach. Podobnie jest z wypadaniem włosów. Włosy zaczynają wypadać średnio 3 miesiące od zadziałania czynnika, np. stres spowodowany wypadkiem. Włosy nie zaczną wypadać z dnia na dzień. Ale nie o tym! Podejrzewam, że gdybym przyjmowała HAIR FORMULA przez przynajmniej te 3 miesiące, efekty mogłyby być lepsze.

Szczerze powiedziawszy pokładałam większe nadzieje w tym produkcie. Między innymi ze względu na ciekawy, rzadko spotykany skład, ale także ze względu na cenę. Za opakowanie 60 kapsułek zapłacicie 179PLN. Opakowanie starcza na miesiąc. Po swoich odczuciach sądzę, że jest to bardzo wygórowana cena. Jeżeli u kogoś z Was wystąpiły lepsze efekty, dajcie znać! Chciałabym wiedzieć, czy tylko ja jestem takim odmieńcem.

Jeżeli jest wśród Was ktoś, kto chciałby wypróbować suplement HAIR FORMULA, mam dla Was mały prezent. Kod rabatowy, który obowiązuje przy pierwszym zakupie. Wystarczy, że w odpowiednie okienko wpiszecie: CURLYCLAUDIE15.

Tym czasem lecę przygotować dla Was włosowy wpis! <3

Buziaki!

Bądź na bieżące z postami: