Jak wygląda pielęgnacja moich włosów?


Cześć Kochani! 

Przyszła pora i na ten post! Fakt, miałam dodać go nieco wcześniej, ale wolałam skupić się najpierw na problemie wypadających włosów oraz na jego rozwiązywaniu. Na chwilę obecną temat ten zejdzie na drugi plan. :) Już dziś dowiecie się jak i czym pielęgnuję swoje włosy. :) 




Moja pielęgnacja skupia się wokół metody Curly Girl. Mimo, że nie stosuję tej metody w 100%, jestem zadowolona z efektów. Nie będę opisywała tego, jak wyglądała moja pielęgnacja zanim zaczęłam stosować tę świadomą, bo o tym pisałam już pokrótce w "mojej włosowej historii" (TUTAJ). Po kolei. :) 


OLEJOWANIE

Olejowanie włosów może świetnie poprawić ich kondycję i wygląd. Pisałam o tym w osobnym poście dotyczącym olejowania (TUTAJ). Znajdziecie tam również spis olejów dla włosów wysokoporowatych. 

Swoje włosy olejuję na sucho, najczęściej na około 4h przed myciem. Czasem zdaży mi się trzymać olej na włosach przez całą noc i nawet kawałek następnego dnia. Na pewno im to nie zaszkodziło. Do olejowanie używam z reguły następujących olejów:

olej słonecznikowy;
oliwa z oliwek;
olej arachidowy;
olej rzepakowy (czasami); 

Po olejowaniu włosy związuję w koczka. Nie zakładam czepka i ręcznika, choć można! :) 


MYCIE

Do mycia swoich włosów używam metody OMO. 

Pierwsze O - Myjemy włosy na długości odżywką o ubogim składzie. U mnie sprawdzają się np.:
Kallos Aloe;
Mrs Potters Aloes i Jedwab;
Kallos Color;
Petal Fresh Aloe & Citrus;
Odżywka ma za zadanie oczyścić nasze włosy z zanieczyszczeń. NIE SPŁUKUJEMY! 



M - Na skórę głowy nakładamy szampon bez SLS/SLES (chyba, że akurat przypada nam mycie oczyszczające - raz na ok. 1,5 tygodnia w moim przypadku) Spłukujemy CIEPŁĄ WODĄ! 
Łagodne szampony:
Babydream;
Babuszka Agafii wersja z łopianem i zmrożoną wodą;
Oczyszczające szampopny (SLS):
Ziaja z figą;
Wax Pilomax Pure Wax z aloesem i panthenolem;

Drugie O - nakładamy na długość włosów maskę o bogatym składzie (bogatszym niż w pierwszym O). Takową trzymamy od 30 do 60 minut na włosach, pod czepkiem/zrywką i ręcznikiem/czapką.  ZMYWAMY CHŁODNĄ LUB ZIMNĄ WODĄ!
Moje maski:
Kallos Multivitamin (emolientowa);
Kallos Omega (emolientowa);
Kallos Aloe (humektantowa);
Kallos Latte (proteinowa);
Biovax Opuntia Oil & Mango (emolientowo-humektantowa);
O`Herbal do włosów kręconych (proteinowo-emolientowa); 
Biovax Keratin (proetinowa);      
   
Pielęgnację dobieram według równowagi PEH (post TUTAJ

WŁOSY ROZCZESUJĘ JEDYNIE NA MOKRO, GRZEBIENIEM Z SZEROKO ROZSTAWIONYMI ZĄBKAMI. ROZCZESUJĘ JEDYNIE PRZY PIERWSZYM O W METODZIE OMO, PO NAŁOŻENIU MYJADŁA.


STYLIZACJA

Aby utrzymać loczki w ryzach przez cały dzień lub nawet dłużej, potrzebujecie dobrego stylizatora! Z chęcią przedstawię Wam swoją listę, ale pamiętajcie, że każdy lok lubi coś innego. Stylizatory, podobnie jak kosmetyki, które sprawdzają się u mnie, u Was mogą przynieść znacznie inne efekty! 

Moje stylizatory:

Tigi Bed Head Foxy Curls;
Kemon High Density Curls;
Inebrya Roll Up & Inebrya Duo Style;

Osis+ Bouncy Curls żel;

Osis+ Curl Me Soft krem;
Isana Pure Locken krem;
Kallos Lab 35 żel;
Renne Blanche Bheyse Curly Time krem;
Tigi Curlesque krem;
Kativa Keep Curl Perfector żel;
Nivea Curls & Flexible balsam;
Glutek DIY żel;
Taft Locken Balm krem/balsam;
Marion balsam na małe sprężynki;
Marion satynowe mleczko do kręconych włosów;           
Boots Curl Creme;

Włosy stylizuję na mokro, zaraz po umyciu. Nakładam jeden lub dwa wybrane stylizatory i wgniatam je we włosy. Delikatnie odciskam nadmiar produktu w bawełnianą koszulkę. Suszę suszarką z dyfuzorem, naprzemiennie ciepłym i zimnym powietrzem na najmniejszych obrotach.  
Czasami przed suszeniem robię 30min. - 60min. plopping.  Po wysuszeniu włosów, traktuję je delikatnie 'afropickiem' i rozdzielam posklejane pasma. :)


ZAMIENNIKI 

Zmiany, które wprowadziłam u siebie. Kilka słów na ten temat znajdziecie również w poście Metoda CurlyGirl (TUTAJ).

ręcznik frote - bawełniana koszulka
zwykła poszewka - satynowa poszewka
szczotka - grzebień z szeroko rozstawionymi ząbkami
gorąca woda (mycie) - ciepła, letnia, zimna woda
gorący nawiew z suszarki - letni i chłodny nawiew 
gumka z metalowymi wstawkami - gumka materiałowa lub INVISIBOBBLE 
 
REANIMACJA

Zdarza się, nawet często, że loczki potrzebują odświeżenia. Co zrobić, żeby nie myć ich codziennie? REANIMACJA! U mnie wygląda ona następująco:

1. Moczę włosy wodą z atomizera.
2. Nakładam warstwami reanimujący stylizator (lżejszy od tego, którego używałam przy myciu), świetnie sprawdza się tutaj glutek DIY. 
3. Ugniatam włosy i odciskam je w bawełnianą koszulkę.
4. Suszę suszarką z dyfuzorem. Naprzemiennie ciepłym i chłodnym powietrzem. :) 


Oto właśnie moja aktualna pielęgnacja! Nie ma w niej nic trudnego, także śmiało możecie spróbować u siebie! :) 

Miłego dnia! :* 

Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam! 
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

Badanie trichoskopowe - konsultacja trychologiczna


Cześć Kochani!

W zeszłym tygodniu nareszcie poszłam na wizytę do kolejnej Pani trycholog. Może pamiętacie, że poprzednia - pierwsza, okazała się totalnym niewypałem (LINK). Teraz było inaczej. Wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego wpisu! Zaparzcie sobie herbatę i czytajcie uważnie :)



Około trzech miesięcy temu, zapisałam się na wizytę do Pani trycholog Eweliny Wysoczańskiej, twórcy serii produktów trychologicznych marki Bionigree, zwolenniczką naturalnych składników. Być może jest Wam znana. :)

Pani trycholog jako osoba jest bardzo uprzejma, miła, uśmiechnięta, przede wszystkim doedukowana, ma ogromną wiedzę w zakresie trychologii, dzięki czemu ma nieposzlakowaną opinię. Osobiście uważam, że posiada wiedzę bardziej obszerną niż niektórzy lekarze, z którymi miałam do czynienia.


PRZEBIEG WIZYTY

Na dzień dobry oczywiście przedstawiłam swój problem oraz to, jak zostałam potraktowana przez poprzednich specjalistów.

Okazało się, że moja historia i problem, z którym się zmagam, nie są wcale takie oczywiste i proste.
Po kolei analizowałyśmy z Panią trycholog ostatnie dwa lata: każde zmiany, każde przebyte choroby, każde leki i suplementy, wszystkie wyniki badań, ilość ("na oko") wypadniętych włosów, zmiany organizmu... Dosłownie WSZYSTKO
W ten sposób wyeliminowałyśmy potencjalne przyczyny wypadania włosów.


OPERACJA POD NARKOZĄ WRAZ Z LECZENIEM FARMAKOLOGICZNYM

Jako pierwsze odstrzelone zostały: operacja pod narkozą wraz z późniejszym leczeniem farmakologicznym (Visanne, Bonadea). Bonadea zażywam do dziś, tabletki od początku mi służyły i nie zauważyłam nic niepokojącego podczas ich stosowania.


MĘSKIE HORMONY I ŁYSIENIE ANDROGENOWE

Łysienie androgenowe (męskie), również "odstrzeliłyśmy". Męskie hormony akurat mam w normie, poza tym miejsca wypadania moich włosów nie są typowo charakterystycznym objawem takiego łysienia. Ponadto, antykoncepcja którą stosuje (Bonadea), ma właściwości androgenno bójcze. Działają lżej niż wspomniane przeze mnie w poprzednim poście Syndi35, lecz wciąż działają i nie ma potrzeby ich zmieniać. 


ŁYSIENIE TELOGENOWE

O takowym Pani trycholog mówiła w moim przypadku, choć też nie do końca. W każdym razie jest to zjawisko odwracalne, aktualnie włosy odrastają, więc tragedii nie ma. Problem w tym, że są bardzo osłabione i należy zadbać o problem"od środka".


POZOSTAŁE HORMONY

Pozostałe hormony są raczej w porządku. Trycholog zwróciła jedynie uwagę na zwiększoną prolaktynę i androstendion, uważa że poniekąd tutaj też może leżeć problem, ale nie są to nadwyżki na tyle duże, aby teraz coś z tym robić. Błędy mogą wynikać z dnia cyklu, w którym robiłam badania. Tydzień wcześniej ginekolog powiedział mi to samo (TUTAJ). Na chwilę obecną ten punkt zejdzie na drugi plan, co nie oznacza, że został całkiem zbagatelizowany.


SUBKLINICZNA NIEDOCZYNNOŚĆ TARCZYCY / FERRYTYNA

Następnie na tapetę weszła moja niewyleczona anemia (październik 2016r.) i subkliniczna niedoczynność tarczycy. Tutaj zaczęły się już małe schody. Z początku, gdy Pani trycholog spojrzała na wyniki, w oko rzuciła się jej moja niska ferrytyna. Reakcja nie do opisania. Coś w stylu "Matko bosko! Jaka niska! Koniecznie trzeba coś z tym zrobić".

Tutaj zaczęłyśmy jeszcze bardziej szczegółową analizę.

Pani trycholog dokładnie wypytała i przeanalizowała wyniki badań, aby dowiedzieć się jak zmieniało się moje TSH. Co ile spadało, w jakim czasie, jaką dawkę hormonu przyjmowałam itp.
Metodą liczenia doszłyśmy do wniosku, że na trzy miesiące wstecz (czyli czerwiec), moje TSH wynosiło: plus minus 1.9. Dawkę cały czas miałam taką samą - N50, TSH stopniowo spadało. Regularnie badałam jego poziom, z badania na badanie było coraz mniejsze. Stąd wniosek 1.9 w czerwcu. Aktualnie wynosi 0.9.

Według Pani trycholog, jest to poziom, w którym włosy przestają wypadać. Sęk w tym, że na efekty trzeba czekać ok. 3 miesięcy, czyli teraz (wrzesień) powinno wypaść mi mniej włosów. Nie ukrywam, podczas dwóch ostatnich myć zauważyłam różnicę w ilości wyciągniętych włosów. Fakt, nie jest to efekt WOW, ale zawsze coś.

Przejdźmy do ferrytny i niewyleczonej anemii... Na ten temat również rozwinęłam się z Panią trycholog. Poziom żelaza rok temu i teraz. Morfologia rok temu i teraz. Ewidentnie widać, że aktualnie niska ferrytyna jest następstwem niewyleczonej anemii sprzed roku. Objawy anemii wciąż mi towarzyszą. Aktualnie żelazo mam ponad normę, więc wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. Pani trycholog zleciła mi następujące badania, które należy zrobić, aby ocenić czy problem leży w niskiej ferrytynie. Są to:

♦ witamina D3;
♦witamina B12;
♦ cynk;
♦ miedź;
♦ kwas foliowy;

Jeżeli pojawi się jakiś niedobór, będziemy w domu. Natomiast jeżeli wszystko wyjdzie w normie, będziemy szukały gdzie indziej. Dodam, że aby włos odrastał prawidłowo, mocny i gruby, ferrtyna powinna wynosić ok. 75 mg/ml. Do tego wyniku będę dążyła! Póki co żyję z 17.7.

Wychodzi na to, że to w ferrtynie leży problem! Wszystko na to wskazuje. Trzymam kciuki, żeby "nasza" diagnoza okazała się trafna.


OCZYSZCZENIE ORGANIZMU I SUPLEMENTACJA

Panie trycholog, podobnie jak ginekolog zaleciła suplementację witamin. Tutaj szczególnie witamin B12 i D3, nawet w ciemno! Suplementy i tak zaczną działać i przyniosą efekty dopiero za ok. 3 miesiące.

Oczyszczenie organizmu również jest wskazane. Należy pozbyć się wszelakich toksyn i (w najgorszym wypadku) pasożytów. Oczyszczanie z pewnością nie zaszkodzi!


BADANIE SKÓRY GŁOWY

Za Wami dopiero pierwsza część wizyty! Czas na drugą, badanie skóry głowy :)

Udało zrobić mi się kilka zdjęć, jakoś może nie być zadowalająca, ale robiłam zdjęcie monitora swoim telefonem. :) Na następną wizytę obiecuję zabrać aparat!

Porównując tę wizytę do mojej pierwszej (LINK), ta była bardzo dokładna. Samo badanie skóry głowy trwało dość długo, sprzęt również należał do tych lepszych. Pani trycholog szczegółowo mi wszystko tłumaczyła w sposób, który mogłam zrozumieć.


Pierwszym na co zwróciłyśmy uwagę, były mieszki włosowe. Nieco zanieczyszczone, ale nie na tyle, żeby zrobić z tego powodu tragedię. W związku z wypadaniem, rozpoczęły się poszukiwania pustych mieszków. Przez całe badanie znalazłyśmy tylko 3 takie. Dobry znak! Oznacza to, że na miejsce wypadniętych włosów zaraz wskakują nowe. :) Włosy rosną! Co bardzo mnie ucieszyło.



Skóra głowy bez większych zastrzeżeń. Zanieczyszczona jest, owszem, ale raczej na normalnym poziomie. Powiedziałam trycholog, że stosuję regularnie, raz w tygodniu peeling trychologiczny firmy Bandi. Zasugerowała, abym używała go co mycie, ponieważ przy tym jednym razie w tygodniu przynosi jednak słabe efekty. Spróbuję! :)



Na zdjęciu poniżej "pozostałości" wcierki z kozieradki.



Zerknęłyśmy na włosy. Większość z nich była gruba i mocna, jednak pojawiły się wyjątki. Włosy zminiaturyzowane (dystroficzne). Włosy cienkie, słabe, z mniejszą ilością barwnika. Doskonale było widać to pod trichoskopem. Powiększenie włosa 1,5 mm ukazało go powywijanego we wszystkie strony świata. I nie był to mój, kręcony włos! Na tak małej powierzchni nie byłoby widać skrętu. Z reguły jest to charakterystyczne na łysienia androgenowego. U mnie takie zostało wykluczone, jednak podobne włoski się znalazły.
Według Pani trycholog, tragedii nie ma. Jest szansa, aby je wyeliminować.

ten cieniutki przeźroczysty włosek jest "zminiaturyzowany"


Może pamiętacie jak w pierwszej relacji z wizyty u trychologa opisywałam ukrwienie swojej skóry głowy? Otóż wtedy podobno miałam ukrwienie perfekcyjne! Niestety... teraz badanie było przeprowadzone na znacznie lepszym sprzęcie i... ukrwienia nie ma! Żadnych "kropeczek i kreseczek", które miałyby to określić. Ukrwienie mojej skóry głowy jest bardzo bardzo bardzo słabe. W związku z tym włosy również dostają przez to w kość. Skąd jego brak? Ano najprawdopodobniej przez ukrytą anemię. Wszystko się ze sobą pokrywa i wszystko właśnie na nią wskazuje. Nadchodzące badania wszystko wyjaśnią.

supełek z "zachomikowanym" stylizatorem


Dowiedziałam się w końcu jak to jest z tymi nieszczęsnymi cebulkami. Przeciągnęłam ręką po włosach i "wręczyłam" trycholog swojego włosa, z białą "końcówką" (biała, mała kuleczka). Wyszło na moje! Jest to cebulka, a nie zanieczyszczona końcówka włosa, jak powiedziała mi kiedyś inna trycholog. Cebulka jest biała, ponieważ włos jest już obumarły. Trycholog poprosiła o wyrwanie włosa z głowy. Tak też zrobiłam, porwónałyśmy cebulki. Ta, którą wyrwałam była czarna i znacznie większa. Ten włos był zdrowy, w fazie wzrostu. Teraz wiem już na czym polega różnica.
Udało mi się zrobić zdjęcie czarnej cebulki. Białą ciężko było znaleźć trichoskopem :) Mnie osobiście udało się na nią rzucić okiem przez dosłownie sekundę!



Z racji, iż codziennie nakładam "coś" na włosy, w konsekwencji wyglądają one tak.




Z wizyty u Pani Eweliny Wysoczańskiej jestem mega zadowolona! W gabinecie spędziłam około godziny, co świadczy o podejściu trycholog do pacjenta. Badanie jak i wywiad zostały przeprowadzone bardzo dokładnie i szczegółowo. Pani trycholog ma ogromną wiedzę. Nie tylko w zakresie trychologii, ale także w kwestiach typowo lekarskich. Żaden specjalista, u którego byłam ze swoim problemem, nie podszedł do mnie w ten sposób. Co najważniejsze, w gabinecie trycholgoicznym nie spotkałam się z półkami wypełnionymi kosmetykami do wciskania pacjentom. Nie. Pani Ewelina Wysoczańska posiada 4 swoje produkty, których broń boże nikomu nie wciska! Ba, dostałam próbki produktów, aby zobaczyć czy sprawdzą się one u mnie. Tym razem nie zostałam odesłana dalej, nie zostałam naciągnięta na tysiące zabiegów, za miliony monet. Tym razem trafiłam na kogoś, kto zwrócił uwagę na niską ferrytynę i zalecił dalsze badania. W końcu! Jest nadzieja! Najprawdopodobniej nie zostanę łysa. :)

próbki kosmetyków trychologicznych, niestety zabrakło serum ;(

skład szamponu

skład odżywki


Wydaje mi się, że napisałam już wszystko. Tyle tego było, że nie zdziwiłabym się, gdybym faktycznie o czymś zapomniała. Jeżeli coś mi się przypomni, uzupełnię post!

Po tej wizycie zaczęłam się jakby mniej przejmować sprawą. Prawdopodobnie dlatego, że znam już potencjalnego sprawcę całego tego zamieszania.Trzymajcie kciuki! :) Na bieżąco będę Was informowała o zmianach i kolejnych wizytach. :)

Ciekawi mnie jakie Wy macie podejście do trychologów? Jesteście bardziej na tak, czy bardziej na nie za wizytami u tych specjalistów? :)

Buziaki! :)

Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam!
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

Wizyta u ginekologa - MAŁY PRZEŁOM


Cześć Kochani!

Zgodnie z obietnicą pojawia się kolejna relacja z wizyty u specjalisty. Tym razem miałam możliwość skonsultować swój problem (TUTAJ) z ginekologiem-położnikiem. Wizyta odbyła się na początku tygodnia. Mogę powiedzieć, że w sprawie nastąpił "mały przełom". Dlaczego? Czytajcie uważnie!



W zasadzie miałam okazję skonsultować się z dwoma ginekologami jednego dnia. Niestety po wizycie u pierwszego, do którego chodzę odkąd pamiętam, wydębiłam w przychodni wizytę u drugiego. Stało się tak, ponieważ pierwszy ginekolog z wynikami odesłał mnie do endokrynologa (bo przecież teraz to on mnie prowadzi skoro choruję), od siebie dodał tylko, że nie ma powodów do niepokoju, wszystko jest w porządku, nawet moja niska ferrytyna (przecież w normie)! Zostałam zbadana i dostałam "kwitek na dropsy" na kolejne pół roku. Tyle z pierwszej wizyty.

Jako, że zaczęło irytować mnie takie podejście lekarzy, wcisnęłam się do drugiego ginekologa w tej samej przychodni. Podczas TEJ wizyty byłam po prostu zaszokowana tym, że doktor chce w ogóle porozmawiać o tym problemie dokładniej, niż jego poprzednicy. WOW! Nie jestem pewna, czy aby na pewno wszystko spamiętałam. ;)

Najlepiej będzie, jak zacznę od początku... Weszłam, usiadłam i przedstawiłam lekarzowi problem. Na biurko położyłam wszystkie aktualne wyniki badan krwi i opisałam wszystko ze szczegółami. Co mnie niepokoi, gdzie moim zdaniem może leżeć problem, od kiedy trwa, a także to, jak potraktowali mnie poprzednicy. Jako, że doktor należy do osób komunikatywnych, szczerych i z poczuciem humoru, doskonale mi się z nim rozmawiało, a przede wszystkim byłam w stanie zrozumieć go w 100%! Z żadnej wizyty lekarskiej nie wyniosłam tak wiele informacji. Teraz najlepiej będzie, jeżeli wypiszę to w punktach, ponieważ troszkę tego było. :)


ANALIZA WYNIKÓW BADAŃ KRWI

Jak już udało mi się wspomnieć w poprzednim poście (TUTAJ), to podwyższonych należały jedynie prolaktyna i androstendion. Według ginekologa o prolaktynę nie ma się co martwić, ponieważ niewielka nadwyżka spowodowana jest godziną badania, dniem cyklu a także byciem na czczo. Problemy z prolaktyną od razu wyeliminował.

Androstension - tutaj już trochę pogłówkowaliśmy. Opisując lekarzowi swoje dotychczasowe życie, stwierdził że ta niewielka nadwyżka będzie spowodowana stresem, ale też nie ma powodów do niepokoju, jeżeli chodzi o wynik ponad normę.

Ferrytyna - fakt, niska. Doktor jednak nie do końca wiedział jak ugryźć temat, ponieważ żelazo mam ponad normę. Zapytałam w jaki sposób ją podnieść, żelazem? Tutaj poradził udać się do lekarza rodzinnego, w celu przeprowadzenia eksperymentu, jaki wynik będzie przed i po kilku dniach brania żelaza. Krótko mówiąc, muszę znaleźć przyczynę niedoboru/ niskiej ferrytyny. Być może jest to zwykła niedokrwistość, być może coś innego. Objawy anemii wciąż mi towarzyszą. Odradził stosowanie żelaza na własną rękę, ponieważ nietrudno jest się nim zatruć.

Morfologia - tutaj ginekolog przyczepił się nieco do niskich limfocytów. Przez ostatni rok nie chorowałam, a także nie przyjmowałam antybiotyków, co trochę go zaniepokoiło. Długo nie myśląc poradził zrobić badania prób wątrobowych, aby wyeliminować ewentualną białaczkę, która mogła mi się teraz ujawnić. Przyznałam się też, że "udało" mi się oddać krew 3 razy w zeszłym roku. W tym wypadku również badanie prób wątrobowych mogłoby wskazać potencjalną żółtaczkę, której mogłam nabawić się w krwiodawstwie. Użył specjalnej nazwy na tę żółtaczkę, ale bez bicia przyznaję się, że jej nie pamiętam.


SPECYFIKI DERMATOLOGICZNE

"Poskarżyłam się" lekarzowi o wizycie u dermatologa i jego podejściu do sprawy (TUTAJ) oraz o tym, że dostałam receptę na wcierkę Aplicort E. Ginekolog z miejsca odradził mi jej kupno, z racji tego iż jest ona na sterydach i po jej odstawieniu mogę mieć jeszcze gorszy problem. Dopóki nie przeprowadzę dodatkowych badań i nie zbadam przyczyny niskiej ferrytyny, mam się w to nie pakować. NIE MA SPRAWY! :)


DIETA

Właściwie od razu doktor zapytał o moją dietę. Fakt, nigdy nie miałam jakiejś rygorystycznej, ale też nie jadłam nie wiadomo jak źle. Poradził odstawić wszelakie przetworzone, sztuczne produkty. Krótko mówiąc, mam starać się jeść zdrowo i naturalnie. Ale wiadomo jaka żywność wita nas w sklepach... Ciężko o pełnowartościowe owoce, czy niepompowanego kurczaka.

Doktor zadał mi pytanie "Czy je Pani surowe ryby?" - "Nie, jedynie wędzone (łosoś, jakaś makrela itp.), a dlaczego?"

Otóż przez jedzenie surowych, czy też wędzonych ryb, jesteśmy narażeni na zatrucie metalami ciężkimi. Jak wiadomo ryby takowe zbierają. Na zadanie domowe dostałam poczytanie o tym i sprawdzenie objawów powiązanych z tym zjawiskiem. Jeżeli mam być szczera to sama nie wiem jak na to patrzeć. Niektóre objawy się zgadzają, inne w ogóle. Ale nie popadam w paranoję! Nic nie wmawiam sobie na siłę. :)


STRES

Przez ostatni rok stres towarzyszył mi niemal codziennie. Nie dziwię się więc, że mogło to mieć wpływ na wypadające włosy. Co na to ginekolog? Poparł moje zdanie. Stres mógł się do tego przyczynić (stąd podwyższony androstendion). Ponadto wytłumaczył mi w jasny sposób działanie tego zjawiska. Przy stresie skóra głowy się spina, przez co włosy się osłabiają i lecą w większej ilości. Dostałam zalecenie regularnego masażu i zrelaksowanie skóry głowy. :)
Oczywiście według ginekologa nie jest to główna przyczyna mojego problemu, lecz negatywny dodatek.


SUPLEMENTACJA WITAMIN

Z początku dostałam zalecenie zbadania poziom witamin w organizmie. Takowe mam w planach już niebawem. Mimo tego, ginekolog zalecił wprowadzenie suplementacji witaminy B6, B12 oraz D3, to również może być odpowiedzialne za mój problem. Tak czy inaczej pogonił mnie na badania w jak najszybszym terminie.


LECZENIE FARMAKOLOGICZNE

Jako pierwsze na tapetę wezmę silne hormony, które przyjmowałam zaraz po operacji. Mówię tutaj o tabletkach Visanne, może ktoś z Was kojarzy nazwę. Wymieniony lek przyjmowałam około 1,5 roku. Na tę wiadomość ginekolog zrobił wielkie oczy. Co powiedział? "Kto i po grzyba Ci to dał na tak długo". Otóż poprzedni ginekolog. Według obecnego jest to środek "wywołujący sztuczną menopazuę". Brak krwawień przez cały okres stosowania. Sam lekarz nie pamiętał jakie są skutki uboczne po ich odstawieniu, czy też podczas przyjmowania, ale bardzo możliwe, że wypadanie włosów wchodzi w grę. Tak czy inaczej było to już 2 lata temu, jak je odstawiłam. Możliwe, żeby zaczęły postępować dopiero teraz? W życiu wszystko jest możliwe...

Bonadea - antykoncepcja hormonalna, którą przyjmuję do dnia dzisiejszego. Również zalecona przez poprzedniego ginekologa i również w celu zwalczania mojej przypadłości (endometrioza/adenomioza), której jak się okazuje prawdopodobnie nie mam. Tak czy inaczej przy tych tabletkach czuję się świetnie. Nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych, w tym wypadania włosów również nie było. Rzekomo te leki są już delikatnie androgenno bójcze. Powinny obniżać poziom testosteronu.

Z racji tego, iż powyższy lek Bonadea ma delikatne działanie jeżeli chodzi o zabijanie testosteronu, ginekolog zaproponował zmianę na Syndi35. Lek o takim samym, lecz silniejszym działaniu. Nie wcisnął mi ich na siłę "Masz zmienić i już.". Nie. Powiedział, że mogę spróbować z mocniejszą dawką, ale nie muszę jeżeli przy mniejszej dobrze się czuję. Receptę mam w teczce, ale chyba się nie skuszę.
Dlaczego? Nie ma sensu zwiększać dawki skoro teraz mam wyniki w normie i nic mi nie dolega. O tym przeczytacie w poście z kolejnej wizyty u trychologa. :)

Na koniec doktor zadał mi jeszcze jedno pytanie "Czy kiedykolwiek się Pani odrobaczała?". W zasadzie to nie... Dostałam kwitek na specyfik do tego służący i mam działać! Może oczyszczenie organizmu też jakoś na to wypłynie. :)

Tak czy inaczej, dalej szukam rozwiązania problemu niskiej ferrytyny!


Chyba mam już wszystko. :) W końcu udało mi się w jakiś sposób porozumieć z lekarzem i cokolwiek wynieść z jego gabinetu. Zawsze tylko odsysłanie od specjalisty do specjalisty. Z wizyty jestem bardzo zadowolona, ponieważ zostałam nakierowana na jakiś trop. Wiem już którędy iść! :)

Aktualnie jestem też po wizycie u Pani trycholog. Dziergam posta i już niebawem udostępnię go Wam! Zdradzę tylko, że z tej wizyty wyniosłam jeszcze więcej! Ciekawi? :)

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie posta, życzę spokojnego i udanego weekendu!

Buziaki! :)


Chcesz być na bieżąco? Zapraszam! 
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

Włosowa aktualizacja - WRZESIEŃ


Cześć Kochani!

Mamy już październik! A to oznacza nową aktualizację. :) Nie mam pojęcia kiedy wrzesień tak szybko minął. Dopiero co się zaczął, a już go nie ma. Do zimy niestety coraz bliżej. Ale nie o tym dzisiaj! :)



Wrzesień okazał się być jeszcze bardziej monotonny pod względem pielęgnacji. Ciągły puszek na głowie spowodowany deszczem na zewnątrz, ograniczył mnie do stosowania w głównej mierze emolientów. Niestety... taka pora roku. Włosy nie chcą być posłuszne. :)

Na zewnątrz ciemno, w domu ciemno, więc zdjęcia znów nie są takie o jakich marzę... 




Kolejny miesiąc bez cięcia. Przyklap coraz większy, ale jeszcze ich nie zetnę. Widzicie ten rozprostowany skręt z tyłu głowy? Coś strasznego. Pogoda pusząca włosy i te przerzedzenie włosów. Eh... Istna depresja!
Kolejny miesiąc bez zdiagnozowania przyczyny wypadania włosów. Włosy lecą, lecą, lecą... To wciąż powód, dla którego wstrzymuję się od cięcia. Przyszły tydzień zadecyduje o wszystkim. Liczę na pomoc ze strony Pani trycholog. Po wszystkim nożyczki pójdą w ruch! Już nie mogę się doczekać tego skrętu i uniesienia!

Stan loków we wrześniu - dobry.


Kosmetyki, których używałam we wrześniu:

Oleje: olej słonecznikowy;

Odżywki do mycia na długości: Mrs. Potter`s Aloes i Jedwab, Kallos Color, Kallos Aloe;

Szampony: Babydream (łagodny), Ziaja z Figą (oczyszczający SLS)

Maski: Kallos Aloe, Kallos Omega, Kallos Multivitamin, Kallos Latte, Biovax Opuntia Oil & Mango, O`Herbal do włosów kręconych i niezdyscyplinowanych;

Stylizatory: żel Kallos Lab35 Signature, DIY - żel lniany, Tigi Curlesque, Isana Pure Locken, Osis+ Curl Me Soft

Peeling: Bandi tricho-peeling do skóry głowy;

Kuracja/suplementy: wcierka z kozieradki;

Witaminy i inne: wit. B6, wit. B12, wit. D3, żelazo;

Produkty zaznaczone kolorem zostały użyte do ostatniego mycia - zdjęcia aktualizacyjne.
Wciąż posiadam mnóstwo nieprzetestowanych produktów. Nie nadążam ich stosować! Mam nadzieję, że w tym miesiącu uda mi się napisać kilka recenzji z kosmetycznymi nowościami. :) 

Przez cały wrzesień nie robiłam z włosami nic szczególnego. Opuściłam się nawet w olejowaniu. Możecie mnie za to porządnie ochrzanić! :) Jesienna chandra, troszkę problemów zbyt mocno mnie przygniotły, ale już wróciłam! W październiku będzie inaczej! :)

A jak reagują Wasze włoski podczas jesieni? Macie z nimi jakieś problemy? :)


Buziaki! :* 


PS: Jeżeli macie sprawdzone metody zagęszczenia włosów (nie mówię tutaj o cięciu i nadaniu objętości) chętnie przyjmę!

Olejowanie włosów - podstawy


Cześć Kochani!

Dziś przychodzę do Was z postem dotyczącym olejowania włosów. W serii tych postów, skupię się głownie na włosach większości z nas, czyli na włosach wysokoporowatych. Z czasem uzupełnię serię o olejach dla niskiej- i średniej- porowatości włosów. :)

W dzisiejszym wpisie znajdziecie podstawowe informacje dotyczące olejowania włosów, a także spis olejów dla włosów wysokoporowatych. Zapraszam! :)




Olejowanie włosów. Na czym polega? 

Olejowanie włosów to nic innego jak nakładanie/wmasowywanie oleju we włosy, skórę głowy lub/i końcówki. Wszystko w zależności od potrzeb. Jest to podstawowa metoda pielęgnacji włosów, praktykowana przez Arabki i Hinduski.


Zalety olejowania włosów.

Olejowanie włosów może przynieść wiele korzyści. Jakich? Chociażby sprężystość, elastyczność, zdrowy wygląd, blask czy większą odporność na zniszczenia. Regularne olejowanie zapobiega łamaniu się włosów i rozdwajaniu się końcówek. Ponadto olejowanie ma właściwości wygładzające, dzięki czemu włosy się nie puszą. Oleje - czyli emolienty - wiążą wodę we włosie, dzięki czemu nasze włosy są nawilżone. Oczywiście tak się dzieje, jeżeli stosujemy je w obecności humektantów.

Kto może korzystać z olejowania? 

Wszyscy! Bez wyjątków. Każdy rodzaj włosów zasługuje na wzmocnienie i odżywienie. Olejowanie najlepiej sprawdzi się u osób ze słabymi, zniszczonymi, łamliwymi i suchymi włosami. Czyli u nas, kręconowłosych!


Jaki olej wybrać? Gdzie kupować?

Swoje olejowanie zaczęłam od wypróbowania oleju, który miałam akurat w domu. Tutaj świetnie sprawdził się olej słonecznikowy. Wam też polecam tak zacząć. A nóż macie w domu - olej zbawcę! Tak czy inaczej najlepiej jest wybierać oleje, roślinne, naturalne, organiczne i nierafinowane. Ważne jest, aby dobrać olej do porowatości włosów (post TUTAJ). To jaki olej polubią Wasze włosy zależy tylko od nich. Metodą prób i błędów musicie dojść do tego, który będzie dla nich najlepszy.


Jaką ilość oleju nakładać? Jak często stosować?

Należy pamiętać, że DUŻO oleju wcale nie znaczy lepiej. Włosy mają być jedynie pokryte/ posmarowane olejem. Jeżeli nałożycie go za dużo, ciężko będzie go zmyć. Polecam nakładanie 1 do 2 łyżek stołowych oleju na włosy.

Olejowanie przyniesie najlepsze efekty w momencie, gdy będziecie stosować je regularnie. Przynajmniej raz w tygodniu, a najlepiej przed każdym myciem. Najlepiej 3-4 godziny przed myciem nałożyć olej na włosy. Co dalej? Zrywka/ czepek i ręcznik/ czapka. O ile macie taką możliwość. Jeżeli nie, zwiążcie włosy! :)


Metody olejowania. 

Na sucho - dzielimy włosy na pasma. W rękach rozcieramy odrobinę oleju i wmasowujemy w daną warstwę włosów. Czynność powtarzamy do każdej warstwy. Nic poza tym :)

Na mokro - wszystko jak wyżej, jednak wcześniej należy zwilżyć włosy wodą. Najlepiej sprawdzi się tutaj atomizer, który równomiernie zwilży włosy.



Jak i czym umyć naolejowane włosy? 

To zależy od Was i od Waszych włosów. Musicie spróbować, jaka metoda zmycia oleju będzie dla nich najlepsza. Możecie zmyć go odżywką lub łagodnym szamponem (najlepiej tylko skórę głowy). Szampon z silnymi detergentami troszkę nie będzie miał tutaj sensu, gdyż oczyści włosy z tego, co olej im dostarczył. Sama zmywam olej odżywką i nigdy nie mogłam narzekać na przetłuszczone włosy. Zawsze były idealnie domyte :)



OLEJE WIELONIENASYCONE
Bogate w kwasy omega-6:

Olej z krokosza barwierskiego
Olej z męczennicy
Olej z wiesiołka
Olej z orzechów włoskich
Olej z pestek winogron
Olej słonecznikowy
Olej z pestek dyni
Olej z czarnuszki
Olej sojowy
Olej z kiełków pszenicy
Olej z nasion bawełny
Olej konopny
Olej kukurydziany
Olej z nasion czarnej porzeczki
Olej z amarantusa
Olej z ogórecznika

Bogate w kwasy omega-3:

Olej z pachnotki
Olej lniany
Olej z lnianki siewnej
Olej z nasion truskawki
Olej z róży piżmowej
Olej żurawinowy
Olej z nasion malin
Olej jeżynowy

OLEJE JEDNONIENASYCONE
Bogate w kwasy Omega-9:

Olej z orzechów laskowych
Olej z nasion papai
Oliwa z oliwek
Olej z pestek moreli
Olej z pestek śliwki
Olej moringa
Olej macadamia
Olej ze słodkich migdałów
Olej awokado
Olej rzepakowy
Olej sezamowy
Olej arganowy
Olej tamanu
Olej z miodli indyjskiej
Olej ryżowy
Olej rokitnikowy
Olej jojoba
 
Włosy wysokoporowate nie lubią się z olejem kokosowym i masłem Shea (oczywiście znajdą się wyjątki). Są to oleje nasycone (często powodują puszenie się włosów), których nasze włosy po prostu nie tolerują.

Co jeszcze jest ważne? 

  stystematyczność, jeżeli regularnie będzie stosowali olejowanie, włosy odpłacą Wam się pięknym, zdrowym i pełnym blasku wyglądem!

  motywacja, wiem po sobie, że z tym jest najgorzej. Olejowanie nie przyniesie efektów po jednym, czy dwóch razach. Na efekty trzeba momentami czekać nawet miesiąc, ale pewne jest to, że na bank się pojawią! Dlatego nie zniechęcajcie się na początku. Nie odstawiajcie olejowania w kąt.

dobrze dobrany olej, to w zasadzie połowa sukcesu. Jeżeli wybierzecie olej, który pokochają Wasze włosy, szybciej uzyskacie efekty, a włosy będą pełne wigoru!


To dopiero pierwszy post z serii "OLEJOWANIE". Z pewnością pojawi się ich więcej, aby pokrótce ułatwić Wam tę czynność.

Dzisiaj oleje dla nas - kręconowłosych! Które już stosowałyście i które możecie polecić innym? :)

UWAGA! Idzie zima! Co oznacza, że olejowanie jest jeszcze bardziej wskazane! :) 

Pozdrawiam! :)

źródła: http://www.ofeminin.pl; www.triny.pl



Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam! 

http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

Bandi TRICHO-PEELING oczyszczający do skóry głowy


Cześć Kochani!

Wrzesień już minął, nawet nie wiem kiedy! Za to jedno wiem na pewno, nie lubię tego zimna i deszczowej pogody! Ale nic... Do wiosny trzeba jakoś przekoczować. :)
Dzisiaj przychodzę do Was z małą recenzją. Gwiazdą dzisiejszego postu jest peeling trycholgiczny firmy Bandi Professional. Znacie go? Jeżeli nie, zapraszam do recenzji! :)


Tricho-peeling Bandi Professional jest produktem profesionalnym, polecanym przez zasłużonych, polskich trychologów. Seria produktów "Tricho-esthetic" jest profesionalną linią preparatów trychologicznych. Swój peeling zakupiłam w Hebe. Koszt 40PLN/100ml. Można również spokojnie zamówić go przez internet.

Tricho-peeling nabyłam około 1,5 miesiąca temu, po tym jak trycholog stwierdziła u mnie zanieczyszczoną skórę głowy. Mimo, że bardzo chciała mi "wcisnąć" swoje produkty, postanowiłam zacząć od tych za mniejsze pieniążki, ponieważ składem niewiele się różnią.



Skład: 
Aqua/Water, Propylene Glycol, Urea, Olive Oil PEG-7 Esters, Lactid Acid, Sodium Chloride, Polyacrylate Crosspolymer-6, Polysorbate 20, Allantonin, Mentha Piperita Leaf Extract, Triacetin, Hydroxyacetophenone, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Tropolone, Sodium Hydroxide, Parfum/Fragrance


Składniki aktywne:

Mocznik - złuszcza obumarłe komórki warstwy rogowej naskórka;
Kwas mlekowy - oczyszcza skórę głowy i ujścia mieszków włosowo - łojowych;
Mięta pieprzowa - odświeża, działa przeciwgrzybiczo i antybakteryjnie;
Alantonina - łagodzi świąd i zaczerwienienia skóry, a także łagodzi podrażnienia;
Estry oliwy z oliwek - odżywiają skórę i regenerują ją;

W tym przypadku mamy do czynienia z produktem mocno humektantowym, zawierającym 5 składników aktywnych. Znajdziemy w nim również emolient, którym są estry oliwy z oliwek. Poza tym, co widać w tabeli, możemy spotkać się z konserwantami i emulgatorami, które pełnią również funkcję nawilżającą.



Peeling zamknięty jest w szklanej, niebieskiej buteleczce o pojemności 100ml. Butelka wyposażona jest w aplikator - pipetkę.


 Konsystencja peelingu jest typowo żelowa i dość gęsta. Płyn nie "leje się" z pipety, dzięki czemu łatwiej jest go zaaplikować. Nie posiada drobinek. Kolor delikatnie żółtawy, zapach delikatny. Na mój nos czuć jedynie miętę, czyli pachnie dość przyjemnie.



Peeling posiadam już ok. 1,5 miesiąca, mimo tego zużyłam go dopiero połowę, także jest całkiem wydajny. Według zaleceń producenta, należy go stosować nie częściej niż raz w tygodniu. Tak też robię i bardzo mi to odpowiada. Jedna butelka z pewnością starczy Wam na około dwa miesiące.

Peeling ma za zadanie oczyszczenie skóry głowy, usunięcie zrogowaciałego naskórka i wszelkich zanieczyszczeń. Jak już wyżej wspomniałam, peeling należy stosować maksymalnie raz na tydzień. Po jego nałożeniu na skórę głowy, należy wykonać jej delikatny masaż i pozostawić na około 10-15 minut. Następnie umyć skórę głowy szamponem łagodnym lub z SLS.

Bandi tricho-peeling zauważalnie usuwa zanieczyszczenia i złuszcza obumarły naskórek. Ponadto nie wysusza skóry głowy, wręcz przeciwnie - nawilża ją i regeneruje. Skóra głowy jest gładka i zauważalnie pozbawiona zanieczyszczeń. Preparat idealnie przygotowuje skórę głowy do dalszych zabiegów. O ile ktoś takowe stosuje. :)

 
Wielkim plusem powyższego kosmetyku, jest jego dostępność oraz cena, która znacznie różni się od preparatów wciskanych nam przez trychologów specjalistów. Nawet, jeżeli peeling okaże się nietrafionym wyborem, nie będzie tak dużego bólu, że pieniążki poszły w błoto. Osobiście uważam, że zawsze należy wypróbować kosmetyki tańsze, te tzw. z niższej półki. Czasami przecież mogą okazać się genialne!

Preparat u mnie sprawdził się dość dobrze. Nie mam jednak porównania co do innych peelingów, ponieważ Bandi Tricho-peeling jest moim pierwszym. Efekty są zauważalne już po pierwszej aplikacji. Muszę porównać jego działanie z innymi preparatami tego typu, a wtedy wszystko będzie oczywiste. Na razie zasługuje na piąteczkę! :) Z czystym sumieniem mogę Wam go polecić.

Niebawem mam zamiar wypróbować peeling mechaniczny. Zastanawiam się jedynie nad tym, czy takowy peeling nabyć w sklepie, czy zrobić go w domu sama. Przemyślę to! Jeżeli się sprawdzi, również podzielę się z Wami moją opinią. :)

Tym czasem życzę Wam udanego i spokojnego tygodnia!

Buziaki! :*

PS. Jutro czeka mnie kolejna wizyta u specjalisty (ginekolog) w sprawie wypadających włosów. Sama już nie wiem czego oczekiwać i jak się nastawić... Dam Wam znać czego się dowiedziałam!


Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam! 
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie