Wizyta u ginekologa - MAŁY PRZEŁOM

Wizyta u ginekologa - MAŁY PRZEŁOM


Cześć Kochani!

Zgodnie z obietnicą pojawia się kolejna relacja z wizyty u specjalisty. Tym razem miałam możliwość skonsultować swój problem (TUTAJ) z ginekologiem-położnikiem. Wizyta odbyła się na początku tygodnia. Mogę powiedzieć, że w sprawie nastąpił "mały przełom". Dlaczego? Czytajcie uważnie!



W zasadzie miałam okazję skonsultować się z dwoma ginekologami jednego dnia. Niestety po wizycie u pierwszego, do którego chodzę odkąd pamiętam, wydębiłam w przychodni wizytę u drugiego. Stało się tak, ponieważ pierwszy ginekolog z wynikami odesłał mnie do endokrynologa (bo przecież teraz to on mnie prowadzi skoro choruję), od siebie dodał tylko, że nie ma powodów do niepokoju, wszystko jest w porządku, nawet moja niska ferrytyna (przecież w normie)! Zostałam zbadana i dostałam "kwitek na dropsy" na kolejne pół roku. Tyle z pierwszej wizyty.

Jako, że zaczęło irytować mnie takie podejście lekarzy, wcisnęłam się do drugiego ginekologa w tej samej przychodni. Podczas TEJ wizyty byłam po prostu zaszokowana tym, że doktor chce w ogóle porozmawiać o tym problemie dokładniej, niż jego poprzednicy. WOW! Nie jestem pewna, czy aby na pewno wszystko spamiętałam. ;)

Najlepiej będzie, jak zacznę od początku... Weszłam, usiadłam i przedstawiłam lekarzowi problem. Na biurko położyłam wszystkie aktualne wyniki badan krwi i opisałam wszystko ze szczegółami. Co mnie niepokoi, gdzie moim zdaniem może leżeć problem, od kiedy trwa, a także to, jak potraktowali mnie poprzednicy. Jako, że doktor należy do osób komunikatywnych, szczerych i z poczuciem humoru, doskonale mi się z nim rozmawiało, a przede wszystkim byłam w stanie zrozumieć go w 100%! Z żadnej wizyty lekarskiej nie wyniosłam tak wiele informacji. Teraz najlepiej będzie, jeżeli wypiszę to w punktach, ponieważ troszkę tego było. :)


ANALIZA WYNIKÓW BADAŃ KRWI

Jak już udało mi się wspomnieć w poprzednim poście (TUTAJ), to podwyższonych należały jedynie prolaktyna i androstendion. Według ginekologa o prolaktynę nie ma się co martwić, ponieważ niewielka nadwyżka spowodowana jest godziną badania, dniem cyklu a także byciem na czczo. Problemy z prolaktyną od razu wyeliminował.

Androstension - tutaj już trochę pogłówkowaliśmy. Opisując lekarzowi swoje dotychczasowe życie, stwierdził że ta niewielka nadwyżka będzie spowodowana stresem, ale też nie ma powodów do niepokoju, jeżeli chodzi o wynik ponad normę.

Ferrytyna - fakt, niska. Doktor jednak nie do końca wiedział jak ugryźć temat, ponieważ żelazo mam ponad normę. Zapytałam w jaki sposób ją podnieść, żelazem? Tutaj poradził udać się do lekarza rodzinnego, w celu przeprowadzenia eksperymentu, jaki wynik będzie przed i po kilku dniach brania żelaza. Krótko mówiąc, muszę znaleźć przyczynę niedoboru/ niskiej ferrytyny. Być może jest to zwykła niedokrwistość, być może coś innego. Objawy anemii wciąż mi towarzyszą. Odradził stosowanie żelaza na własną rękę, ponieważ nietrudno jest się nim zatruć.

Morfologia - tutaj ginekolog przyczepił się nieco do niskich limfocytów. Przez ostatni rok nie chorowałam, a także nie przyjmowałam antybiotyków, co trochę go zaniepokoiło. Długo nie myśląc poradził zrobić badania prób wątrobowych, aby wyeliminować ewentualną białaczkę, która mogła mi się teraz ujawnić. Przyznałam się też, że "udało" mi się oddać krew 3 razy w zeszłym roku. W tym wypadku również badanie prób wątrobowych mogłoby wskazać potencjalną żółtaczkę, której mogłam nabawić się w krwiodawstwie. Użył specjalnej nazwy na tę żółtaczkę, ale bez bicia przyznaję się, że jej nie pamiętam.


SPECYFIKI DERMATOLOGICZNE

"Poskarżyłam się" lekarzowi o wizycie u dermatologa i jego podejściu do sprawy (TUTAJ) oraz o tym, że dostałam receptę na wcierkę Aplicort E. Ginekolog z miejsca odradził mi jej kupno, z racji tego iż jest ona na sterydach i po jej odstawieniu mogę mieć jeszcze gorszy problem. Dopóki nie przeprowadzę dodatkowych badań i nie zbadam przyczyny niskiej ferrytyny, mam się w to nie pakować. NIE MA SPRAWY! :)


DIETA

Właściwie od razu doktor zapytał o moją dietę. Fakt, nigdy nie miałam jakiejś rygorystycznej, ale też nie jadłam nie wiadomo jak źle. Poradził odstawić wszelakie przetworzone, sztuczne produkty. Krótko mówiąc, mam starać się jeść zdrowo i naturalnie. Ale wiadomo jaka żywność wita nas w sklepach... Ciężko o pełnowartościowe owoce, czy niepompowanego kurczaka.

Doktor zadał mi pytanie "Czy je Pani surowe ryby?" - "Nie, jedynie wędzone (łosoś, jakaś makrela itp.), a dlaczego?"

Otóż przez jedzenie surowych, czy też wędzonych ryb, jesteśmy narażeni na zatrucie metalami ciężkimi. Jak wiadomo ryby takowe zbierają. Na zadanie domowe dostałam poczytanie o tym i sprawdzenie objawów powiązanych z tym zjawiskiem. Jeżeli mam być szczera to sama nie wiem jak na to patrzeć. Niektóre objawy się zgadzają, inne w ogóle. Ale nie popadam w paranoję! Nic nie wmawiam sobie na siłę. :)


STRES

Przez ostatni rok stres towarzyszył mi niemal codziennie. Nie dziwię się więc, że mogło to mieć wpływ na wypadające włosy. Co na to ginekolog? Poparł moje zdanie. Stres mógł się do tego przyczynić (stąd podwyższony androstendion). Ponadto wytłumaczył mi w jasny sposób działanie tego zjawiska. Przy stresie skóra głowy się spina, przez co włosy się osłabiają i lecą w większej ilości. Dostałam zalecenie regularnego masażu i zrelaksowanie skóry głowy. :)
Oczywiście według ginekologa nie jest to główna przyczyna mojego problemu, lecz negatywny dodatek.


SUPLEMENTACJA WITAMIN

Z początku dostałam zalecenie zbadania poziom witamin w organizmie. Takowe mam w planach już niebawem. Mimo tego, ginekolog zalecił wprowadzenie suplementacji witaminy B6, B12 oraz D3, to również może być odpowiedzialne za mój problem. Tak czy inaczej pogonił mnie na badania w jak najszybszym terminie.


LECZENIE FARMAKOLOGICZNE

Jako pierwsze na tapetę wezmę silne hormony, które przyjmowałam zaraz po operacji. Mówię tutaj o tabletkach Visanne, może ktoś z Was kojarzy nazwę. Wymieniony lek przyjmowałam około 1,5 roku. Na tę wiadomość ginekolog zrobił wielkie oczy. Co powiedział? "Kto i po grzyba Ci to dał na tak długo". Otóż poprzedni ginekolog. Według obecnego jest to środek "wywołujący sztuczną menopazuę". Brak krwawień przez cały okres stosowania. Sam lekarz nie pamiętał jakie są skutki uboczne po ich odstawieniu, czy też podczas przyjmowania, ale bardzo możliwe, że wypadanie włosów wchodzi w grę. Tak czy inaczej było to już 2 lata temu, jak je odstawiłam. Możliwe, żeby zaczęły postępować dopiero teraz? W życiu wszystko jest możliwe...

Bonadea - antykoncepcja hormonalna, którą przyjmuję do dnia dzisiejszego. Również zalecona przez poprzedniego ginekologa i również w celu zwalczania mojej przypadłości (endometrioza/adenomioza), której jak się okazuje prawdopodobnie nie mam. Tak czy inaczej przy tych tabletkach czuję się świetnie. Nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych, w tym wypadania włosów również nie było. Rzekomo te leki są już delikatnie androgenno bójcze. Powinny obniżać poziom testosteronu.

Z racji tego, iż powyższy lek Bonadea ma delikatne działanie jeżeli chodzi o zabijanie testosteronu, ginekolog zaproponował zmianę na Syndi35. Lek o takim samym, lecz silniejszym działaniu. Nie wcisnął mi ich na siłę "Masz zmienić i już.". Nie. Powiedział, że mogę spróbować z mocniejszą dawką, ale nie muszę jeżeli przy mniejszej dobrze się czuję. Receptę mam w teczce, ale chyba się nie skuszę.
Dlaczego? Nie ma sensu zwiększać dawki skoro teraz mam wyniki w normie i nic mi nie dolega. O tym przeczytacie w poście z kolejnej wizyty u trychologa. :)

Na koniec doktor zadał mi jeszcze jedno pytanie "Czy kiedykolwiek się Pani odrobaczała?". W zasadzie to nie... Dostałam kwitek na specyfik do tego służący i mam działać! Może oczyszczenie organizmu też jakoś na to wypłynie. :)

Tak czy inaczej, dalej szukam rozwiązania problemu niskiej ferrytyny!


Chyba mam już wszystko. :) W końcu udało mi się w jakiś sposób porozumieć z lekarzem i cokolwiek wynieść z jego gabinetu. Zawsze tylko odsysłanie od specjalisty do specjalisty. Z wizyty jestem bardzo zadowolona, ponieważ zostałam nakierowana na jakiś trop. Wiem już którędy iść! :)

Aktualnie jestem też po wizycie u Pani trycholog. Dziergam posta i już niebawem udostępnię go Wam! Zdradzę tylko, że z tej wizyty wyniosłam jeszcze więcej! Ciekawi? :)

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie posta, życzę spokojnego i udanego weekendu!

Buziaki! :)


Chcesz być na bieżąco? Zapraszam! 
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie
Włosowa aktualizacja - WRZESIEŃ

Włosowa aktualizacja - WRZESIEŃ


Cześć Kochani!

Mamy już październik! A to oznacza nową aktualizację. :) Nie mam pojęcia kiedy wrzesień tak szybko minął. Dopiero co się zaczął, a już go nie ma. Do zimy niestety coraz bliżej. Ale nie o tym dzisiaj! :)



Wrzesień okazał się być jeszcze bardziej monotonny pod względem pielęgnacji. Ciągły puszek na głowie spowodowany deszczem na zewnątrz, ograniczył mnie do stosowania w głównej mierze emolientów. Niestety... taka pora roku. Włosy nie chcą być posłuszne. :)

Na zewnątrz ciemno, w domu ciemno, więc zdjęcia znów nie są takie o jakich marzę... 




Kolejny miesiąc bez cięcia. Przyklap coraz większy, ale jeszcze ich nie zetnę. Widzicie ten rozprostowany skręt z tyłu głowy? Coś strasznego. Pogoda pusząca włosy i te przerzedzenie włosów. Eh... Istna depresja!
Kolejny miesiąc bez zdiagnozowania przyczyny wypadania włosów. Włosy lecą, lecą, lecą... To wciąż powód, dla którego wstrzymuję się od cięcia. Przyszły tydzień zadecyduje o wszystkim. Liczę na pomoc ze strony Pani trycholog. Po wszystkim nożyczki pójdą w ruch! Już nie mogę się doczekać tego skrętu i uniesienia!

Stan loków we wrześniu - dobry.


Kosmetyki, których używałam we wrześniu:

Oleje: olej słonecznikowy;

Odżywki do mycia na długości: Mrs. Potter`s Aloes i Jedwab, Kallos Color, Kallos Aloe;

Szampony: Babydream (łagodny), Ziaja z Figą (oczyszczający SLS)

Maski: Kallos Aloe, Kallos Omega, Kallos Multivitamin, Kallos Latte, Biovax Opuntia Oil & Mango, O`Herbal do włosów kręconych i niezdyscyplinowanych;

Stylizatory: żel Kallos Lab35 Signature, DIY - żel lniany, Tigi Curlesque, Isana Pure Locken, Osis+ Curl Me Soft

Peeling: Bandi tricho-peeling do skóry głowy;

Kuracja/suplementy: wcierka z kozieradki;

Witaminy i inne: wit. B6, wit. B12, wit. D3, żelazo;

Produkty zaznaczone kolorem zostały użyte do ostatniego mycia - zdjęcia aktualizacyjne.
Wciąż posiadam mnóstwo nieprzetestowanych produktów. Nie nadążam ich stosować! Mam nadzieję, że w tym miesiącu uda mi się napisać kilka recenzji z kosmetycznymi nowościami. :) 

Przez cały wrzesień nie robiłam z włosami nic szczególnego. Opuściłam się nawet w olejowaniu. Możecie mnie za to porządnie ochrzanić! :) Jesienna chandra, troszkę problemów zbyt mocno mnie przygniotły, ale już wróciłam! W październiku będzie inaczej! :)

A jak reagują Wasze włoski podczas jesieni? Macie z nimi jakieś problemy? :)


Buziaki! :* 


PS: Jeżeli macie sprawdzone metody zagęszczenia włosów (nie mówię tutaj o cięciu i nadaniu objętości) chętnie przyjmę!
Olejowanie włosów - podstawy

Olejowanie włosów - podstawy


Cześć Kochani!

Dziś przychodzę do Was z postem dotyczącym olejowania włosów. W serii tych postów, skupię się głownie na włosach większości z nas, czyli na włosach wysokoporowatych. Z czasem uzupełnię serię o olejach dla niskiej- i średniej- porowatości włosów. :)

W dzisiejszym wpisie znajdziecie podstawowe informacje dotyczące olejowania włosów, a także spis olejów dla włosów wysokoporowatych. Zapraszam! :)




Olejowanie włosów. Na czym polega? 

Olejowanie włosów to nic innego jak nakładanie/wmasowywanie oleju we włosy, skórę głowy lub/i końcówki. Wszystko w zależności od potrzeb. Jest to podstawowa metoda pielęgnacji włosów, praktykowana przez Arabki i Hinduski.


Zalety olejowania włosów.

Olejowanie włosów może przynieść wiele korzyści. Jakich? Chociażby sprężystość, elastyczność, zdrowy wygląd, blask czy większą odporność na zniszczenia. Regularne olejowanie zapobiega łamaniu się włosów i rozdwajaniu się końcówek. Ponadto olejowanie ma właściwości wygładzające, dzięki czemu włosy się nie puszą. Oleje - czyli emolienty - wiążą wodę we włosie, dzięki czemu nasze włosy są nawilżone. Oczywiście tak się dzieje, jeżeli stosujemy je w obecności humektantów.



Kto może korzystać z olejowania? 

Wszyscy! Bez wyjątków. Każdy rodzaj włosów zasługuje na wzmocnienie i odżywienie. Olejowanie najlepiej sprawdzi się u osób ze słabymi, zniszczonymi, łamliwymi i suchymi włosami. Czyli u nas, kręconowłosych!


Jaki olej wybrać? Gdzie kupować?

Swoje olejowanie zaczęłam od wypróbowania oleju, który miałam akurat w domu. Tutaj świetnie sprawdził się olej słonecznikowy. Wam też polecam tak zacząć. A nóż macie w domu - olej zbawcę! Tak czy inaczej najlepiej jest wybierać oleje, roślinne, naturalne, organiczne i nierafinowane. Ważne jest, aby dobrać olej do porowatości włosów (post TUTAJ). To jaki olej polubią Wasze włosy zależy tylko od nich. Metodą prób i błędów musicie dojść do tego, który będzie dla nich najlepszy.


Gdzie kupować oleje? To chyba najłatwiejszy element!
Oleje znajdziecie wszędzie... Sklepy spożywcze, markety... Tych lepszych możecie szukać w sklepach "BIO", zielarskich, bardziej renomowanych marketach lub aptekach.


Jaką ilość oleju nakładać? Jak często stosować?

Należy pamiętać, że DUŻO oleju wcale nie znaczy lepiej. Włosy mają być jedynie pokryte/ posmarowane olejem. Jeżeli nałożycie go za dużo, ciężko będzie go zmyć. Polecam nakładanie 1 do 2 łyżek stołowych oleju na włosy.

Olejowanie przyniesie najlepsze efekty w momencie, gdy będziecie stosować je regularnie. Przynajmniej raz w tygodniu, a najlepiej przed każdym myciem. Najlepiej 3-4 godziny przed myciem nałożyć olej na włosy. Co dalej? Zrywka/ czepek i ręcznik/ czapka. O ile macie taką możliwość. Jeżeli nie, zwiążcie włosy! :)


Metody olejowania. 

Na sucho - dzielimy włosy na pasma. W rękach rozcieramy odrobinę oleju i wmasowujemy w daną warstwę włosów. Czynność powtarzamy do każdej warstwy. Nic poza tym :)

Na mokro - wszystko jak wyżej, jednak wcześniej należy zwilżyć włosy wodą. Najlepiej sprawdzi się tutaj atomizer, który równomiernie zwilży włosy.



Jak i czym umyć naolejowane włosy? 

To zależy od Was i od Waszych włosów. Musicie spróbować, jaka metoda zmycia oleju będzie dla nich najlepsza. Możecie zmyć go odżywką lub łagodnym szamponem (najlepiej tylko skórę głowy). Szampon z silnymi detergentami troszkę nie będzie miał tutaj sensu, gdyż oczyści włosy z tego, co olej im dostarczył. Sama zmywam olej odżywką i nigdy nie mogłam narzekać na przetłuszczone włosy. Zawsze były idealnie domyte :)



OLEJE WIELONIENASYCONE
Bogate w kwasy omega-6:

Olej z krokosza barwierskiego
Olej z męczennicy
Olej z wiesiołka
Olej z orzechów włoskich
Olej z pestek winogron
Olej słonecznikowy
Olej z pestek dyni
Olej z czarnuszki
Olej sojowy
Olej z kiełków pszenicy
Olej z nasion bawełny
Olej konopny
Olej kukurydziany
Olej z nasion czarnej porzeczki
Olej z amarantusa
Olej z ogórecznika

Bogate w kwasy omega-3:

Olej z pachnotki
Olej lniany
Olej z lnianki siewnej
Olej z nasion truskawki
Olej z róży piżmowej
Olej żurawinowy
Olej z nasion malin
Olej jeżynowy

OLEJE JEDNONIENASYCONE
Bogate w kwasy Omega-9:

Olej z orzechów laskowych
Olej z nasion papai
Oliwa z oliwek
Olej z pestek moreli
Olej z pestek śliwki
Olej moringa
Olej macadamia
Olej ze słodkich migdałów
Olej awokado
Olej rzepakowy
Olej sezamowy
Olej arganowy
Olej tamanu
Olej z miodli indyjskiej
Olej ryżowy
Olej rokitnikowy
Olej jojoba
 
Włosy wysokoporowate nie lubią się z olejem kokosowym i masłem Shea (oczywiście znajdą się wyjątki). Są to oleje nasycone (często powodują puszenie się włosów), których nasze włosy po prostu nie tolerują.

Co jeszcze jest ważne? 

  stystematyczność, jeżeli regularnie będzie stosowali olejowanie, włosy odpłacą Wam się pięknym, zdrowym i pełnym blasku wyglądem!

  motywacja, wiem po sobie, że z tym jest najgorzej. Olejowanie nie przyniesie efektów po jednym, czy dwóch razach. Na efekty trzeba momentami czekać nawet miesiąc, ale pewne jest to, że na bank się pojawią! Dlatego nie zniechęcajcie się na początku. Nie odstawiajcie olejowania w kąt.

dobrze dobrany olej, to w zasadzie połowa sukcesu. Jeżeli wybierzecie olej, który pokochają Wasze włosy, szybciej uzyskacie efekty, a włosy będą pełne wigoru!


To dopiero pierwszy post z serii "OLEJOWANIE". Z pewnością pojawi się ich więcej, aby pokrótce ułatwić Wam tę czynność.

Dzisiaj oleje dla nas - kręconowłosych! Które już stosowałyście i które możecie polecić innym? :)

UWAGA! Idzie zima! Co oznacza, że olejowanie jest jeszcze bardziej wskazane! :) 

Pozdrawiam! :)

źródła: http://www.ofeminin.pl; www.triny.pl



Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam! 

http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

Bandi TRICHO-PEELING oczyszczający do skóry głowy

Bandi TRICHO-PEELING oczyszczający do skóry głowy


Cześć Kochani!

Wrzesień już minął, nawet nie wiem kiedy! Za to jedno wiem na pewno, nie lubię tego zimna i deszczowej pogody! Ale nic... Do wiosny trzeba jakoś przekoczować. :)
Dzisiaj przychodzę do Was z małą recenzją. Gwiazdą dzisiejszego postu jest peeling trycholgiczny firmy Bandi Professional. Znacie go? Jeżeli nie, zapraszam do recenzji! :)


Tricho-peeling Bandi Professional jest produktem profesionalnym, polecanym przez zasłużonych, polskich trychologów. Seria produktów "Tricho-esthetic" jest profesionalną linią preparatów trychologicznych. Swój peeling zakupiłam w Hebe. Koszt 40PLN/100ml. Można również spokojnie zamówić go przez internet.

Tricho-peeling nabyłam około 1,5 miesiąca temu, po tym jak trycholog stwierdziła u mnie zanieczyszczoną skórę głowy. Mimo, że bardzo chciała mi "wcisnąć" swoje produkty, postanowiłam zacząć od tych za mniejsze pieniążki, ponieważ składem niewiele się różnią.



Skład: 
Aqua/Water, Propylene Glycol, Urea, Olive Oil PEG-7 Esters, Lactid Acid, Sodium Chloride, Polyacrylate Crosspolymer-6, Polysorbate 20, Allantonin, Mentha Piperita Leaf Extract, Triacetin, Hydroxyacetophenone, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Tropolone, Sodium Hydroxide, Parfum/Fragrance


Składniki aktywne:

Mocznik - złuszcza obumarłe komórki warstwy rogowej naskórka;
Kwas mlekowy - oczyszcza skórę głowy i ujścia mieszków włosowo - łojowych;
Mięta pieprzowa - odświeża, działa przeciwgrzybiczo i antybakteryjnie;
Alantonina - łagodzi świąd i zaczerwienienia skóry, a także łagodzi podrażnienia;
Estry oliwy z oliwek - odżywiają skórę i regenerują ją;

W tym przypadku mamy do czynienia z produktem mocno humektantowym, zawierającym 5 składników aktywnych. Znajdziemy w nim również emolient, którym są estry oliwy z oliwek. Poza tym, co widać w tabeli, możemy spotkać się z konserwantami i emulgatorami, które pełnią również funkcję nawilżającą.



Peeling zamknięty jest w szklanej, niebieskiej buteleczce o pojemności 100ml. Butelka wyposażona jest w aplikator - pipetkę.


 Konsystencja peelingu jest typowo żelowa i dość gęsta. Płyn nie "leje się" z pipety, dzięki czemu łatwiej jest go zaaplikować. Nie posiada drobinek. Kolor delikatnie żółtawy, zapach delikatny. Na mój nos czuć jedynie miętę, czyli pachnie dość przyjemnie.



Peeling posiadam już ok. 1,5 miesiąca, mimo tego zużyłam go dopiero połowę, także jest całkiem wydajny. Według zaleceń producenta, należy go stosować nie częściej niż raz w tygodniu. Tak też robię i bardzo mi to odpowiada. Jedna butelka z pewnością starczy Wam na około dwa miesiące.

Peeling ma za zadanie oczyszczenie skóry głowy, usunięcie zrogowaciałego naskórka i wszelkich zanieczyszczeń. Jak już wyżej wspomniałam, peeling należy stosować maksymalnie raz na tydzień. Po jego nałożeniu na skórę głowy, należy wykonać jej delikatny masaż i pozostawić na około 10-15 minut. Następnie umyć skórę głowy szamponem łagodnym lub z SLS.

Bandi tricho-peeling zauważalnie usuwa zanieczyszczenia i złuszcza obumarły naskórek. Ponadto nie wysusza skóry głowy, wręcz przeciwnie - nawilża ją i regeneruje. Skóra głowy jest gładka i zauważalnie pozbawiona zanieczyszczeń. Preparat idealnie przygotowuje skórę głowy do dalszych zabiegów. O ile ktoś takowe stosuje. :)

 
Wielkim plusem powyższego kosmetyku, jest jego dostępność oraz cena, która znacznie różni się od preparatów wciskanych nam przez trychologów specjalistów. Nawet, jeżeli peeling okaże się nietrafionym wyborem, nie będzie tak dużego bólu, że pieniążki poszły w błoto. Osobiście uważam, że zawsze należy wypróbować kosmetyki tańsze, te tzw. z niższej półki. Czasami przecież mogą okazać się genialne!

Preparat u mnie sprawdził się dość dobrze. Nie mam jednak porównania co do innych peelingów, ponieważ Bandi Tricho-peeling jest moim pierwszym. Efekty są zauważalne już po pierwszej aplikacji. Muszę porównać jego działanie z innymi preparatami tego typu, a wtedy wszystko będzie oczywiste. Na razie zasługuje na piąteczkę! :) Z czystym sumieniem mogę Wam go polecić.

Niebawem mam zamiar wypróbować peeling mechaniczny. Zastanawiam się jedynie nad tym, czy takowy peeling nabyć w sklepie, czy zrobić go w domu sama. Przemyślę to! Jeżeli się sprawdzi, również podzielę się z Wami moją opinią. :)

Tym czasem życzę Wam udanego i spokojnego tygodnia!

Buziaki! :*

PS. Jutro czeka mnie kolejna wizyta u specjalisty (ginekolog) w sprawie wypadających włosów. Sama już nie wiem czego oczekiwać i jak się nastawić... Dam Wam znać czego się dowiedziałam!


Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam! 
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

Konsultacja dermatologiczna

Konsultacja dermatologiczna


Cześć Kochani!

Przed wczoraj był ten dzień! Po trzech miesiącach oczekiwań, w końcu doczekałam się wizyty u Pani dermatolog. Odczucia, wrażenia? Wszystko poniżej! Miłej lektury :)



Do Pani dermatolog wybrałam się z tego samego powodu, co do innych specjalistów. Nadmierne wypadanie włosów. Doskonale przygotowałam się do tej wizyty. Zrobiłam wszelkie potrzebne badania tj. hormony żeńskie, testosteron, TSH, ferrytynę, morfologię, żelazo... W głowie przygotowałam sobie dokładny plan przebiegu tej nieprzyjemnej przypadłości przez ostatnie dwa lata.

Ze wszystkimi szczegółami przedstawiłam Pani doktor, jak wyglądały moje zmagania. Te z lekarzami, lekarstwami i oczywiście wypadającymi włosami. Moja mowa została w pełni wysłuchana! Po raz pierwszy się z tym spotkałam, ponieważ każdy specjalista, u którego byłam, przerywał mi w połowie historyjki. Także tutaj duży plus! Za uśmiech i "ciepłe" podejście do pacjenta również plus.

Co dalej? Tutaj zaczyna się już robić nieco mniej przyjemnie...
Pierwszym krokiem jaki podjęła Pani dermatolog, było obejrzenie skóry głowy. Żadnych zastrzeżeń. Brak łupieżu, zanieczyszczenia, zaczerwienienia - czyli wszystko w porządku. Z "badania" to tyle.
Przyszła więc pora na wywiadzik! Jak już wspomniałam, opowiedziałam Pani dermatolog wszystko ze szczegółami. Podałam wyniki badań krwi, które specjalnie porobiłam przed tą wizytą. Wzięła je ode mnie, zerknęła i to nawet przez dłuższą chwilę. Pewnie dlatego, że było ich dość dużo.

Morfologia w normie - brak zastrzeżeń.

Magnez, cukier, żelazo - tak samo.

TSH spadło (mój wynik 0,9, norma 0,58 - 3,59). Zaczynam się tylko zastanawiać, czy aby nie popadam małymi krokami w nadczynność... podjęłam próbę odstawienia leków na tarczycę, tak jak uzgodniłam to wcześniej z endokrynologiem.

Testosteron troszkę bliżej górnej granicy, ale nie ma jeszcze tragedii.

Prolaktyna i androstendion nieco ponad normę, błąd może wynikać z dnia cyklu, w którym robiłam badania. Tutaj Pani dermatolog uznała, że niekoniecznie się na tym zna, więc odesłała mnie z wynikami do ginekologa, bo to "jego działka" i w zasadzie to włosy mogą mi wypadać właśnie przez te dwie nadwyżki w wynikach. Tym bardziej, że przyjmuję tabletki antykoncepcyjne. Dobra, pójdę i zapytam. Tak czy inaczej nie uzyskałam od Pani doktor tej konkretnej odpowiedzi.

Pozostałe hormony żeńskie bez zastrzeżeń.

Ferrytyna? Tutaj ja mam zastrzeżenia. Mianowicie: mój wynik wynosi 17,57 (norma 4,40 - 207,00), co według mnie i osób mających problem taki jak ja, jest to bardzo niski poziom ferrytyny. Na ten wynik zwróciłam szczególną uwagę w gabinecie dermatologicznym. Najprawdopodobniej to właśnie tutaj leży problem z wypadającymi włosami. Co usłyszałam?

"Przecież ferrytyna mieści się w normie." na co nieco poirytowana ja, odpowiedziałam "Może i się mieści, ale nie uważa Pani, że wynik jednak jest za niski? Chciałabym uzupełnić ferrytynę, aby sprawdzić czy to aby nie jest powód mojego problemu." Nigdy nie zgadniecie jak Pani doktor mnie "zgasiła"...
"Ferrytynę tak w zasadzie niekoniecznie da radę uzupełnić. Poza tym jest w normie, więc nie trzeba." CO?!

Chyba z razu na raz trafiam na coraz to gorszego lekarza. Tak czy inaczej zostawałam przy swoim - PODNIEŚĆ FERRYTYNĘ!

"Jak Pani chce, to może kupić sobie Pani żelazo w aptece." - dobrze, a jakąś receptę może dostanę, czy mam kupić pierwszy lepszy suplement? "Suplement." W tym momencie padłam. Już wiedziałam, że nic wartościowego nie wyniosę z tego gabinetu, a tym bardziej nie dowiem się dlaczego te cholerne włosy tak wypadają! Próbowałam jeszcze dowiedzieć się, czy to nie jest aby anemia (kiedyś ją miałam, a objawy wciąż mam takie same. Między innymi wypadające włosy.).

"To nie musi być anemia, ale może." - i tyle. Żadnej porady, recepty, pogonienia na badania. NIC. Trudno, kolejna porażka. Nie mam szczęścia do lekarzy. A może to moje oczekiwania są nierealne?

Na koniec tego wszystkiego, z bezsilności zapytałam Pani dermatolog o witaminy. Może to z niedoboru? Chwilowo nie jestem w  stanie zbadać sobie poziomu danych witamin, dlatego też zapytałam, czy branie w ciemno witaminy D3, B6 i B12 mi nie zaszkodzi?
"Do około dwóch miesięcy brania witamin, nic nie powinno się dziać, więc proszę spróbować". Spróbuję, a nie? Tym bardziej, że idzie zima. Witaminki na pewno się przydadzą.

Z gabinetu wyszłam z receptą na wcierkę o nazwie Alpicort E. Mam sobie wcierać, nie musi pomóc, ale może. Jak nie znajdę nic innego, to kupię. Spróbuję. Może któraś z Was stosowała? Chętnie wyczytam opinii!

Włosy są już ewidentnie przerzedzone, a przyczyna dalej nie znana.



Pani dermatolog była kolejną osobą, która powiedziała mi, że włosy "na zakolach" wypadają właśnie przez hormony. Czy na pewno? Tego dowiem się (MAM NADZIEJĘ) w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

W poniedziałek czeka mnie wizyta u ginekologa, a 13 października u kolejnej Pani trycholog. Moje ostatnie dwie deski ratunku. Jeżeli nie dowiem się nic konkretnego, chyba zacznę się leczyć ziołami i odymiać kadzidłami... Jak człowiek nie zacznie leczyć się na własną rękę, to nic dobrego go nie czeka... SERIO!


Trzymajcie się loczki! :)


Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam!
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

 
Pielęgnacja kręconych włosów - jak i od czego zacząć?

Pielęgnacja kręconych włosów - jak i od czego zacząć?


Cześć Kochane! :)

Zaczęłam pisać tego posta na początku zeszłego tygodnia, lecz pogoń za nową pracą oraz dążenie do poznania powodu wypadania włosów, zabrało mi ogromnie dużo czasu! Dokończyłam go najszybciej jak mogłam i oto jest! Teraz posty będą pojawiały się regularnie. Cieszycie się? :)

Dzisiejszy post z pewnością jest wyczekiwany przez większość z Was. Od czego zacząć przygodę z pielęgnacją kręconych włosów? Dużo z Was mnie o to pyta, o to jak sama zaczynałam. Postanowiłam podzielić się z Wami swoją opinią i doświadczeniem. Wiele początkujących kręconowłosych dziewczyn ma problem z ujarzmieniem włosów. Największymi problemami są z pewnością: puch, suchość i szorstkość włosów, brak blasku, kołtuny czy też łamliwe włosy. Dzisiaj postaram się Was naprowadzić na tę lepszą drogę.

Początki dbania o włosy.


MOTYWACJA

Pierwszy i najważniejszy krok. Musicie odpowiednio zmotywować się do walki o piękne włosy. Nie sztuką jest zacząć świadomą pielęgnację, wytrwać w wyzwaniu miesiąc i rzucić to wszystko w kąt (ze mną było tak za pierwszym razem). Na początku powiedzcie sobie, o co chcecie zawalczyć. Ustalcie sobie jakiś cel. Bez dawki motywacji z pewnością będzie Wam ciężej wytrwać w wyzwaniu. Także motywujcie się! Szukajcie zdjęć w internecie i nastawcie się pozytywnie: "też będę mieć piękne, zdrowe loki!". ;)


ZMIANA DOTYCHCZASOWYCH NAWYKÓW

Podobnie jak w żywieniu, tak i we włosowej diecie, należy zmienić dotychczasowe nawyki. Wszystko, co sprawia, że nasze włosy są w złym stanie, należy jak najszybciej wyeliminować. Prostownica DO KOSZA! Szczotka, ręcznik frote, ciepły nawiew z suszarki, pocieranie włosów ręcznikiem, spanie na zwykłej poszewce... To wszystko sprawia, że nasze włosy nie mają w sobie tego czegoś. Tutaj polecam zapoznanie się i wprowadzenie metody CurlyGirl (TUTAJ). Zamienić szkodliwe elementy na te "zdrowe" i zalecane. Warto również wyeliminować szkodliwe substancje tj. alkohol denat, SLS, ciężkie silikony w składach kosmetyków.


PLAN PIELĘGNACYJNY

To w zasadzie klucz do tego, abyśmy miały wszystko pod kontrolą. Na początku włosomaniaczej drogi, ciężko jest wszystko zapamiętać. Te wszystkie kosmetyki, oleje, metody... Po prostu się nie da. Sama miałam z tym ogromny problem. Wiecznie o czymś zapominałam. Stworzenie planu pielęgnacyjnego możecie zrobić samodzielnie, w ulubionym zeszycie, notatniku lub kalendarzu. Swoje plany pielęgnacyjne tworzę na osobnych kartkach. Jakoś łatwiej mi się wtedy ze wszystkiego rozczytać. :)W planie uwzględniamy wszystko związane z pielęgnacją włosów, wszystkie kosmetyki, oleje, czy peelingi.

Zanim stworzycie swój plan, ważny jest dobór kosmetyków! W końcu coś w te wszystkie tabelki należy wpisać. Poniżej reszta niezbędnych informacji. ;)
Jeżeli macie problem z zorganizowaniem takiego planu, możecie zgłosić się do mnie. Chętnie pomogę Wam w ułożeniu planu! 


ROZCZESYWANIE

Często zdarza mi się jeszcze usłyszeć od Was, że rozczesujecie włosy na sucho, najczęściej szczotką. Kategoryczny błąd! To zabójstwo dla naszych spiralek. Przez to włosy się puszą, łamią, są matowe i nie mają w sobie "tego czegoś". Kręcone włosy zaleca się czesać jedynie na mokro, grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami.

Jak ja to robię? Rozczesuję włosy po nałożeniu maski/odżywki (pierwsze O w metodzie OMO). Używam do tego grzebienia z szeroko rozstawionymi ząbkami. Ważne jest, aby robić to delikatnie i powoli. Nie spieszcie się, aby nie szarpać i powyrywać włosów. Z pewnością każda z Was będzie w stanie poświęcić na tę czynność kilka minut. Jest to najdelikatniejszy i najlepszy sposób rozczesywania kręconych włosów.

Włoski można również przeczesać po ostatnim płukaniu. Jak kto woli! :) 


MYCIE

Mycie włosów, przecież to takie proste! Co ona chce tutaj zmieniać? Co chce nam wcisnąć?
Z pozoru faktycznie łatwa czynność, czy na pewno? Zapytajcie teraz same siebie: CZYM i JAK myjecie włosy. Z pewnością wiele z Was popełnia ten sam błąd, co ja na początku. Mianowicie - mycie włosów na długości szamponem z SLS (o SLS TUTAJ). Owszem, takie mycie wykonujemy, ale raz na ok. 2 tygodnie. W pozostałe dni, polecam mycie włosów na długości odżywką lub maską o ubogim składzie. O tym przeczytacie w punkcie MYCIE WŁOSÓW METODĄ OMO w poście Metoda CurlyGirl.
Należy również pamiętać, że szamponem myjemy jedynie skórę głowy, nie włosy na długości. Piana, którą spłukujemy ze skalpu spływa po włosach i w ten sposób je oczyszcza.


ODŻYWIANIE/ RÓWNOWAGA PEH, CZYLI ZŁOŻONA PIELĘGNACJA

Kolejna, mega ważna rzecz - odżywianie włosów, powinna znaleźć się na pierwszym miejscu w naszej włosowej diecie. Jak wiemy włosy suche, zniszczone, bez wyrazu wymagają totalnego odżywienia. Tym bardziej włosy kręcone, te z natury wysokoporowate... Co może nam w tym pomóc? Tutaj z pewnością musimy postawić na MASKI! Warto szukać takich, które mają bogate składy, bez złych alkoholi i ciężkich silikonów. Jak stosować takie maski? Nakładamy magiczną papkę na nasze włosy, zawijamy w zrywkę lub czepek, na to ręcznik lub czapka. Trzymamy od 30 min. do 60 min. Warto również podgrzać nasz "turban" ciepłym nawiewem z suszarki. Dzięki temu składniki odżywcze z maski wejdą w głąb włosa.

O co chodzi z RÓWNOWAGĄ PEH?
Tutaj macie osobny post na ten temat RÓWNOWAGA PEH.
Tak czy inaczej, pokrótce Wam to przedstawię.
Równowaga PEH, czyli Proteiny, Emolienty i Humektanty.

Proteiny - mają za zadanie (choć na chwilę) odbudować włos, wypełnić w nim ubytki. Do protein zaliczamy: pszenicę, hydrolizowany jedwab, keratyna, mleko, soja.

Emolienty - mają za zadanie natłuścić włos, wygładzić i zmiękczyć jego łuski. Zapobiegają utracie wody z włosa, dlatego warto ich używać z humektantami. Dociążają włosy i zapobiegają ich puszeniu się. Do emolientów zaliczamy: wszelakie oleje i masła, alkohole tłuszczowe, a nawet niektóre silikony.

Humektanty - mają za zadanie nawilżyć włos, wiążą w nim wodę, dzięki czemu włosy są miękkie i wyglądają na zdrowe. Humektanty warto stosować wraz z proteinami, aby te nie wysuszyły nam włosów. Do humektantów zaliczamy: miód, glicerynę, panthenol, siemię lniane, aloes czy też mocznik.


OLEJOWANIE

Na początku swojej włosomaniaczej drogi zlekceważyłam ten punkt. Jednak, gdy wprowadziłam go do swojej pielęgnacji, nie pożałowałam! Po co nam olejowanie? Jeżeli chcemy mieć miękkie, lśniące, sprężyste i elastyczne włosy, należy zacząć korzystać z tej magicznej czynności! Jest to metoda praktykowana głownie przez Arabki i Hinduski, które mają piękne, zdrowe i długie włosy! Przecież my też chcemy takie mieć, prawda?
Olejowanie polecane jest szczególnie osobom, które posiadają słabe, suche, łamliwe i zniszczone włosy - czyli idealne dla nas KRĘCONOWŁOSYCH! Olejowanie najlepiej wykonywać przed każdym myciem, na ok. 3-4 godziny wcześniej. Ważną rzeczą w tym punkcie jest systematyczność. Czasami efekty mogą przyjść dopiero po miesiącu, ale na pewno przyjdą!

Zanim zaczniecie przygodę z olejowaniem, warto poznać porowatość swoich włosów i dobrać do nich odpowiedni olej. Post o porowatości włosów TUTAJ.


CIĘCIE I STYLIZACJA

Znaleźć dobrego fryzjera, który okiełzna loczki, graniczy z cudem. Tak czy inaczej, aby zacząć dbać o kręcone włosy, przyda się Wam porządne cięcie. Raz, żeby ograniczyć rozdwojone końcówki, dwa - aby włosy dobrze się układały. Tutaj najlepiej sprawdza się dobre cieniowanie lub warstwowe cięcie włosów.
Osobiście nie jestem w stanie polecić Wam porządnego fryzjera, ponieważ po dwóch niedanych próbach cięcia moich włosów, zrezygnowałam z wizyt w salonach.

Kilka uwag odnośnie stylizacji kręconych włosów. Prostownica do KOSZA! Najlepiej będzie, jeżeli zrezygnujemy również z mechanicznego suszenia włosów, jednak wiem, że to nie zawsze da się obejść.
Co zrobić? Zamienić ciepły/ gorący nawiew z suszarki na ten chłodny lub letni. Obroty z maksymalnych zmieniamy na minimalne. Warto wprowadzić plopping przed mechanicznym suszeniem. Raz, że loczki podeschną i nie trzeba będzie ich maltretować aż tak długo suszarką, dwa - plopping genialnie wydobywa skręt!
Konieczne jest zaopatrzenie się w dobry stylizator, który wygładzi, utrwali i zdefiniuje nasze włosy. Nie rzucam tutaj konkretnymi nazwami, ponieważ każdej z Was może przypaść do gustu inny kosmetyk. W Waszej kwestii jest znaleźć ten odpowiedni, który Was zaskoczy!

Moja kręcona metamorfoza.


W poście zawarłam punkty i porady związane z moim doświadczeniem. Właśnie w ten sposób zaczynałam swoją przygodę!

Zaskoczyłam Was czymś, czy może wszystko jest już dla Was jasne i oczywiste? Kto już zaczął walczyć o piękne loki? Macie już efekty? Piszcie! :)


Pozdrawiam! ;*


PS. Jestem już po wizycie u dermatologa! O wrażeniach i szczegółach będziecie mogli przeczytać w kolejnym poście.


Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam!
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie

 
Włosowa aktualizacja - SIERPIEŃ

Włosowa aktualizacja - SIERPIEŃ


Cześć Kochane!

Kolejny miesiąc za nami, więc czas na włosową aktualizację sierpnia! Mega szybko zleciał mi czas od ostatniego posta z tej serii. Fakt, mamy już połowę września. Dość późno ta aktualizacja, ale loczki nie chciały ze mną współpracować i dopiero wczoraj wykonałam zdjęcia, z których też jestem średnio zadowolona. Było już ciemno i musiałam wykonać je  w sztucznym świetle. Dlatego też jako zdjęcie główne posta wklejam wakacyjną twórczość mojego Lubego. Tak czy inaczej stan włosów jest widoczny na wszystkich fotografiach, także nic straconego. Mam nadzieję, że przy wrześniowej aktualizacji będę miała większe pole do popisu. :)

    


Sierpień wyglądał nieco inaczej pod kątem pielęgnacji. Było tak... monotonnie. Bardzo często miałam do czynienia z deszczową pogodą lub totalnym upałem! Doskonale wiemy jak loczki wtedy reagują. Z puchem prawie się nie rozstawałam, mimo że dobierałam odpowiednie kosmetyki. Codzienny BadHairDay. Tym czasem pora na ułożenie kolejnego planu pielęgnacyjnego! Muszę wprowadzić kilka poprawek, ponieważ po ostatniej wizycie u trychologa (TUTAJ) dowiedziałam się, że mam zanieczyszczoną skórę głowy i zapchane mieszki włosów. Trzeba coś z tym zrobić ;)


W sierpniu, tak samo jak w lipcu, moje loki nie były zbyt posłuszne. Dlaczego? Odrosły i nie chcą się układać. Często bywają oklapnięte. Jak wiecie, zmagam się z nadmiernym wypadaniem włosów, to właśnie jest powodem, dla którego nie chcę ich podcinać. I tak mam ich mało, a podcięcie i ich ilość jeszcze bardziej mnie dobije. Podejrzewam, że jeszcze przez ok. miesiąc będę musiała przeżyć "włosowe humorki". W tym czasie mam nadzieję na znalezienie konkretnej przyczyny wypadania włosów i wzięcia się odpowiednio za ten problem. Miesiąc z przyklapem jeszcze wytrzymam. ;)


Ponownie widać, że objętość włosów ma wiele do życzenia. Cały czas mnie to dobija, czasami aż nie chce mi się ich myć, żeby znowu nie załamać się przez ilość wypadniętych włosów. Przez to zrezygnowałam z wiązania włosów na noc w ananaska, żeby nie osłabiać cebulek. Jak zatem zabezpieczam je do snu? Zarzucam włosy na poduszkę (oczywiście z satynową poszewką). Sprawdza się! ;)

Przeanalizowałam ostatni rok swojego życia. Doszłam do wniosku, że stres mi nie odpuszczał, co może być przyczyną wypadania włosów. Niestety w dalszym ciągu zmagam się z dość stresującym życiem. Najwyższy czas się wyciszyć i zadbać o burzę loków! Trzymajcie kciuki! 

Stan włosów w sierpniu oceniam na dobry.



Kosmetyki, których używałam w sierpniu:

Peeling: Bandi Tricho Esthetic ;

Oleje: oliwa z oliwek ;

Odżywki do mycia na długości: Kallos Biotin, Petal Fresh Aloe & Citrus, Garnier Ultra Doux z cudownymi olejkami (arganowym i kameliowym) ;

Szampony: Babydream, Ziaja Fig ;

Odżywki d/s: Garnier Ultra Doux olejek z Awokado i masło Karite, Petal Fresh Aloe & Citrus ;

Maski: Kallos Banana, Kallos Multivitamin, Kallos Omega; Biovax Opuntia Oil & Mango, Biovax Złote Algi i Kawior, O` Herbal do włosów kręconych ;

Stylizatory: Taft Locken Balm, Isana Pure Locken, żel Kallos Lab 35, Bheyse Curly Time, DIY żel lniany, Tigi Curlesquer, żel Nivea Care & Hold ;

Olejki zabezpieczające: jedwab Biosilk ;

Kuracje / suplementy: herbatka z liści pokrzywy ;

Produkty zaznaczone kolorem zostały użyte do ostatniego mycia, zdjęcia aktualizacyjne.

Będąc na wakacjach nakupiłam mnóstwo nowych perełek do testowania. Oczywiście najwięcej jest stylizatorów! Nie wiem, kiedy je wszystkie przetestuję. Może nie starczyć mi czasu do następnej aktualizacji! Trzymajcie kciuki! :)

Pogodziłyście się już z jesienną pogodą i tym specyficznym klimatem, kiedy loczki nie są posłuszne? :)
Mnie się jeszcze nie udało. :( 


Buziaki! ;*



 Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam! 
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie


Mój problem z wypadaniem włosów

Mój problem z wypadaniem włosów


Cześć Kochani!

Ostatni post (TUTAJ), cieszy się dużym zainteresowaniem! Dostałam od Was mega dużo pytań, a także porad, czy pocieszeń na skrzynkę mailową i instagramie. Aż cieplej na sercu mi się zrobiło, jesteście niesamowici! Dziękuję za każde dobre słowo i pomoc.

Na Wasze prośby i zgodnie ze swoim pomysłem, ruszam z serią postów o wypadaniu włosów, głównie będzie to seria oparta na moich, ale także Waszych doświadczeniach. Mowa tutaj o wypadaniu włosów na tle hormonalnym. Może nie jest to temat typowo dla kręconowłosych, ale wierzę, że znajdzie on swoich odbiorców! Kręconowłose również nic na tym nie stracą, a może i znajdą sposób na wzmocnienie swoich loczków! :)

Dzisiaj przedstawię Wam mój problem z wypadaniem włosów. Kiedy i jak się to zaczęło? Jakie leki przyjmowałam i przyjmuję dalej? Zdjęcia przedstawiające tę trudną walkę. Wszystko w dzisiejszym poście.

Zapraszam! :)


lewe górne - mokre włosy, lewe dolne - suche włosy / stan bieżący


O wypadaniu włosów, wspomniałam już króciutko w "Mojej włosowej historii" (TUTAJ). Teraz przyszedł czas, aby rozwinąć ten temat.

W 2014r. ginekolog zdiagnozował u mnie endometriozę, konieczny był zabieg laparoskopowy. Był to mój pierwszy "taki" lekarz i zaufałam mu. Nie skonsultowałam jego diagnozy z żadnym innym. Tak też w maju 2014r. trafiłam na salę operacyjną. Podano mi narkozę. Po tym wszystkim dowiedziałam się, że to jednak adenomioza, dostałam hormony Visanne. Brałam je przez bite 1,5 roku, nie mając przy tym miesiączki. Mniej więcej w tym czasie troszeczkę nasiliło mi się wypadanie włosów, ale nie znacznie. Po kilku tygodniach wszystko wróciło do normy. Po skończonej kuracji Visanne, przepisano mi już zwykłe tabletki antykoncepcyjne (aby nie było żadnych nawrotów) Bonadea. Te biorę do dzisiaj.Jakiś czas temu dowiedziałam się od innego ginekologa, że w ogóle nie powinnam mieć tego zabiegu, bo nic mi nie dolegało... Bardzo pocieszająca wiadomość...

październik 2015r.

Z włoskami wszystko było w porządku mniej więcej do jesieni 2015r. Wtedy zauważyłam, że wypada mi co raz więcej włosów. Co zrobiłam? Wieczorami i nocami siedziałam na forach i czytałam jak temu zapobiec. Wyczytałam, że na jesień może tak się dziać. Kupiłam zatem drożdże piwowarskie i zażywałam je przez ok. 3-4 miesiące. Nic a nic nie zahamowało wypadania włosów. Najprawdopodobniej już wtedy miałam problemy z tarczycą. Zlekceważyłam temat.

Przy każdym myciu wyciągam takie kłębuszki. Zanim zachorowałam, wyciągałam max. 20 włosów dziennie. Teraz jest ok 120, a to już stanowi problem.

W marcu 2016r. postanowiłam po raz pierwszy oddać krew. Skończyło się na tym, że krewa oddałam 3 razy, regularnie co 3 miesiące. W między czasie zaczęłam mieć problemy z koncentracją, byłam ospała, miałam huśtawki nastroju, suchą skórę, łamliwe paznokcie i te nieszczęsne wypadające włosy. Po kolejnych godzinach spędzonych na forach, zrozumiałam że mogę mieć niedokrwistość spowodowaną oddawaniem krwi. Poszłam więc zrobić badania. Lekarz dodatkowo zlecił badania tarczycy. Jak ogromne było moje zdziwienie, gdy odebrałam wyniki. Nie dość, że tarczyca poza normą, to dodatkowo anemia. Tłumaczyłoby to zachowanie mojego organizmu. Na anemię nie dostałam od lekarza nic, wysłał mnie do endokrynologa.

stan bieżący

Tak więc w październiku 2016r. poszłam na swoją pierwszą wizytę u endokrynologa. Zrobiłam cały komplet badań pod kątem tarczycy. Wszystko w normie poza TSH. Czyli nie tak tragicznie. Podobno niedoczynność tarczycy. "Jest, ale jej nie ma"- tak powiedział mi lekarz. Dostałam kolejne dropsy do łykania, dwa razy poszłam na wizytę kontrolną. Wszystkie objawy zaczęły ustępować, ale jeden pozostał. Tak jest! Włosy dalej mi wypadały! A podobno powinny przestać, przy braniu leków. Powiedziałam o tym lekarzowi. Co usłyszałam?
"Przecież ma Pani gęste włosy, czego Pani chce?"- fakt, włosów wtedy jeszcze trochę miałam, ale wypadały w dużo dużo większej ilości niż zawsze, a to już jest problem. Postanowiłam zmienić lekarza.

marzec 2017r.

Marzec 2017r. - pierwsza wizyta u nowego endokrynologa. Wzięłam wszystkie badania, porobiłam nowe. Niedoczynność tarczycy? Nie. SUBKLINICZNA niedoczynność tarczycy. Podobno mniejsze zło i po czasie można odstawić hormony. Zmniejszył mi dawkę leku, ponieważ dawka przepisana przez tamtego lekarza była za duża. Zapytałam o te nieszczęsne włosy.
"To nie musi byś spowodowane tarczycą, musi Pani poszukać problemu gdzie indziej" - AHA! Kolejny lekarz, który nie jest w stanie mi pomóc. Tak czy siak za dwa tygodnie idę na konsultację.
Zaczęłam więc szukać. Morfologia krwi w normie, żelazo, magnez, cukier itd. Wszystko w normie, więc gdzie leży problem?

Powyższe dwa zdjęcia z maja 2017r.

Znów zaczęłam czytać. Skusiłam się w ten sposób na wizytę u trychologa (TUTAJ). Włosy wypadają coraz bardziej, bo bokach mam już prześwity, a zawsze miałam gęste, mocne włosy! Wiele z Was poleca mi zbadanie poziomu ferrytyny. Lekarz rodzinny powiedział, że jeżeli żelazo mam w normie to nie muszę tego robić. Jak to w końcu jest? Żadne suplementy nie pomagają.

Od góry wygląda to znośnie
Aktualnie z mycia na mycie jest coraz gorzej. Włosy wyciągam kłębkami. Najgorsze jest to, że zaczynają wypadać mi krótkie cienkie włoski... Takie, które dopiero wyrosły! Zakupiłam kilka środków, którymi podzielę się z Wami niebawem. Do wizyty u trychologa, muszę jakoś przetrwać, a nóż sobie pomogę.


Powyższe zdjęcie przedstawia włosy, które wypadają po, UWAGA, POGŁADZENIU WŁOSÓW OTWARTĄ RĘKĄ! Nie mówię tu o przeczesaniu ich palcami. Każde wygładzenie kończy się ilością podobną do tej na zdjęciu. Do tego włosy znajduję wszędzie. Gdzie nie pójdę, tam gubię. Chyba zacznę je zbierać na peruki...

Wśród kręconowłosych znalazłam jedną pomocną duszyczkę, która naprowadza mnie na dobry trop. Nie rozwiąże mojego problemu, ale daje mi bardzo cenne wskazówki. Mam nadzieję, że dzięki temu znajdę powód wypadania włosów.

Kolejna wizyta u trychologa dopiero 13 października. W między czasie mam już umówionego endokrynologa i dermatologa. Tak więc nadchodzący miesiąc spędzę w gabinetach lekarskich.
Mam nadzieję, że od dwóch lat, w końcu dowiem się gdzie leży problem.

Włosy mokre, podczas suszenia.


Kiedyś ciężko byłoby mi objąć włosy w ten sposób, teraz nie ma problemu.

Wyczerpałam temat. Opisałam Wam wszystko co pamiętam. Czy któraś z Was ma podobny problem do mojego? Też trafia na lekarzy, którzy nie znają przyczyny? Czekam na odpowiedzi!

Jeszcze raz bardzo wszystkich Wam dziękuję za słowa pocieszenie i wszelakie porady! Jestem mega wdzięczna! Mam nadzieję, że będą to moje ostatnie chwile z nadmiernym wypadaniem włosów. O wszystkim będę Wam relacjonowała na instagramie, facebooku i oczywiście blogu.


Buziaki! :*



Chcesz być na bieżąco z postami? Zapraszam!
http://www.facebook.com/curlyclaudiehttp://www.instagram.com/curlyclaudie



Copyright © 2016 CurlyClaudie , Blogger